(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na
Menu 2.)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na
Menu 4.)
Jeśli rozglądniemy się dookoła wówczas odnotujemy,
że coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać istnienie
całego szeregu odmiennych zasad leczenia chorób.
Tylko jedna z nich to owe wszystkim znane tzw. "ortodoksyjne"
metody leczenia stosowane przez dzisiejszych medycznie
wyedukowanych lekarzy. Inne obejmują "naturalne" sposoby
przywracania zdrowia stosowane przez naszych przodków,
ponadto tzw. "medycyny alternatywne", leczenie wiarą, leczenie ziołami, itp.
Powodów dla tego dryftowania zainteresowania ku poza-ortodoksyjnym
metodom leczenia prawdopodobnie jest aż wiele. Aby wymienić
tutaj kilka, to zapewne należą do nich wzrost kosztów wizyt u
lekarza i kosztów lekarstw, wzrost liczby przypadków nastawienia
lekarzy raczej na zysk niż na dobro pacjentów, generalne
rozczarowanie społeczeństwa do długoterminowych następstw
nowoczesnych medykamentów (np. pojawienia się "super-bugs"
odpornych na antybiotyki), celowo "nałogowe" ukierunkowywanie
nowoczesnych lekarstw - tj. zamiast być nastawione na wyleczenie
choroby nowoczesne medykamenty mają na celu zmuszenie
chorych do brania owych lekarstw porzez całą resztę życia,
stopniowy spadek poziomu akademickiego oraz eliminowanie
nauczania etyki i moralności na uczelniach kształcących lekarzy,
sztywność poglądów większości lekarzy i ich brak gotowości do
badania alternatywnych metod leczenia, fakt że jeśli naturalne metody
leczenia nie pomogą w danej sprawie, wówczas zwykle także
i nie zaszkodzą (podczas gdy większość nowoczesnych
metod leczenia zwykle posiada swoje niekorzystne następstwa
uboczne), oraz wiele więcej. Wychodząc więc naprzeciw
tym tendencjom, niniejszym opisuję tutaj cały szereg co
ciekawszych metod naturalnego leczenia z jakimi zetknąłem
się dotychczas w swoich podróżach po świecie "za chlebem".
Ja osobiście nie dokonywałem badań skuteczności owych
metod, nie wypowiadam się więc na temat owej skuteczności.
Niemniej niniejsza strona wcale NIE jest zamierzona jako
podręcznik medycyny ani jako poradnik na temat metod
uzdrawiania, a jedynie jako zestaw folklorystycznych
ciekawostek
przeznaczonych do poczytania przez tych co się nimi
interesują i zechcą się dowiedzieć na czym one polegają.
Część #A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Jakie są cele tej strony:
Na niniejszej stronie chciałbym zaprezentować
naturalne metody leczenia najbardziej pospolitych
dolegliwości. Metody te zaczerpnięte są w folkloru
najróżniejszych narodów.
Część #B:
Naturalne remedy na zatrucia pokarmowe używane przez różne narody:
#B1.
Polewka z tapioki na biegunkę:
Tapioca (czytaj "tapioka")
wcale nie jest owocem. Jest ona rodzajem jadalnego
korzenia, czyli jakby tropikalną odmianą naszego buraka czy
marchwi pastewnej. Niemal jedyne co ją łączy z tropikalnymi
owocami, to fakt że na targowiskach z tropikalnych krajów
owa "tapioca" sprzedawana jest zwykle na tych samych
straganach na których sprzedają tam
owoce. Tropikalny korzeń "tapioca" ma jednak jedną zasadniczą
zaletę, która zadecydowała że go tak dokładnie opisuję na niniejszej
stronie. Mianowicie tapioca jest w stanie zaoszczędzić nam wielu
cierpień. W sposób niemal natychmiastowy leczy ona bowiem
nawet najsilniejszą biegunkę. Biegunka zaś w krajach tropikalnych
jest jednym z nazacieklejszych wrogów Europejczyków.
Można ją tam dostać praktycznie od wszystkiego, np. od
wypicia nieprzegotowanej wody, od użycia miejscowego lodu,
od nalania wypijanego napoju do szklanki umytej przez miejscowych,
a nawet od zjedzenia owocu który został rozkrojony kilka
godzin wcześniej (dlatego Europejczycy nie powinni jeść
w tropiku owoców, które nie zostały rozkrojone w ich obecności,
znaczy tuż przed zjedzeniem). W tropiku zaś mikroorganizmy
które powodują biegunkę są ogromnie złośliwe. Kiedyś
potrafiły one nawet uśmiercić nieostrożnego przybysza z
Europy. Jeśli więc dostanie się tam biegunki, wówczas
niemal wyrywa ona z nas wnętrzności. Dokumentnie też
psuje nasz pobyt w tropiku. Wszakże po jej dostaniu,
praktycznie całą resztę swoich wakacji, a także całą drogę
powrotną w samolocie, zwykle spędza się później w toalecie. Wobec
tropikalnej biegunki, europejskie nowoczesne medykamenty
są też niemal zupełnie bezradne. Nie są jej w stanie wyleczyć.
Ale tapioca może. Ja osobiście zawdzięczam korzeniowi tapioca
wiele zaoszczędzonych cierpień, jeśli nie wiele pobytów w
szpitalu, a być może nawet ocalone życie. Sporo bowiem razy
podczas mich profesur w tropiku miałem paskudne zatrucia
pokarmowe i okropnie silne biegunki. W jednym przypadku
rozważałem już nawet napisanie testamentu. Jednak tapioca
zawsze w końcu je leczyła i to w mgnieniu oka. Dlatego piszę
tutaj o tym życiodajnym korzeniu. Warto bowiem aby wszyscy
poznali jej życiodajne własności.
Jeśli ja sam
w tropiku dostaję biegunki, wówczas natychmiast staram się
uczynić co następuje. Najpierw udaję się na najbliższe targowisko
z owocami i warzywami oraz zakupuję tam sobie jeden korzeń
tapioca o średniej wielkości (tj. około 1 kg). Po powrocie do
miejsca zamieszkania obieram tapioca z zabrudzonej glebą
skóry - tak jak normalnie czynię to z ziemniakami, kroję ją
na mniejsze części - tak jak to czynię z ziemniakami przed
gotowaniem, a następnie wkładam ją do garnka z wodą
(też tak jak to czynię przy gotowaniu ziemniaków) oraz solę
do smaku. Potem tapiokę tą gotuję w wodzie aż się rozgotuje
w rodzaj płynnej, gęstej, galaretowatej zupy. (W dawnych
czasach polscy kucharze ten rodzaj zupy nazywali "polewka".
Po dodaniu do niej kilku przypraw i odrobiny śmietany, zupa
ta może nabrac naprawdę doskonalego smaku. Oczywiście,
dla wyleczenia biegunki, wcale nie trzeba jej czynić aż
tak smakowitą, a wystarczy że do korzenia tapioca doda
się jedynie wody i soli.) Po sprawdzeniu że "polewka"
ta jest dosolona do smaku (jeśli nie, wówczas ją dodatkowo
dosalam), wypijam ją jak zupę, wyjadając równocześnie
nierozgotowane resztki tapioca które ostały się po ugotowaniu.
(Normalnie owa polewka i nierozgotowana reszta tapioki
okazują się mieć bardzo przyjemny smak - chyba że ją
albo przesoliłem, albo zapomniałem posolić.) Aby skutecznie
wyleczyć biegunkę potrzebuję wypić i zjeść około pół litra
tej gęstej polewki z kawałkami tapioca, czyli skonsumować
jej objętościowy odpowiednik dla jednego typowo jedzonego
przez siebie posiłku. W krótkim czasie po tym wypiciu polewki
i zjedzeniu stałej tapioki, moja biegunka zanika "jakby ktoś
ją ręką odjął". Dla upewnienia się że wyleczenie jest trwałe,
po kilku godzinach - kiedy ponownie zgłodnieję, powtarzam
zabieg jedzenia i picia podobnej ilości polewki i kawałków
tapioca.
Oczywiście,
Anglicy mają powiedzenie "prevention is better than cure"
(tj. "zapobieganie jest lepsze od leczenia"). W tropiku lepiej
więc zapobiegać zatruciu pokarmowemu, niż je potem leczyć.
Zapobiegać zaś mu można poprzez pozostawanie bardzo
ostrożnym co się tam je i pije. Przykładowo, na przekór że
każdego roku spędzam swoje wakacje właśnie w tropiku,
oraz że objadam się tam i zapijam miejscowymi łakociami
do woli, ja osobiście nie miałem już tam zatrucia pokarmowego
ani biegunki od czasu gdy przyjąłem zasadę że jem tam
i piję tylko to o czym logika mi podpowiada że jest to
sterylne. Znaczy: (1) jem tam tylko to co wiem że zostało
zagotowane lub upieczone tuż przed podaniem mi do zjedzenia,
(2) upewniam się aby jeść tylko owoce które zostały otwarte
lub rozkrojone tuż przed jedzeniem - najlepiej w mojej
obecności, (3) nie spożywam miejscowej zimnej wody ani
lodu, (4) z lokalnie przygotowanych napoi piję tylko gorące,
niedawno zagotowane napoje, napoje butelkowane lub
"can'owane", lub też wodę z właśnie otwartych kokosów
(o której sterylność zadbała natura - po szczegóły patrz
punkt #D1 strony
owoce tropiku).
Owe proste zasady, połączone z pedantycznym utrzymywaniem
higieny i czystości poprzez np. dokładne mycie rąk przed
jedzeniem, mycie zjadanych owoców, wyparzanie czy choćby
tylko wycieranie serwetką naczyń i stojadeł przed użyciem,
skutecznie chronią przed zatruciem i kłopotami żołądkowymi.
* * *
Ja od
dłuższego już czasu staram się sfotografować tapioca
i pokazać jej wygląd na swoich stronach internetowych.
Pechowo jednak zawsze z jakichś powodów mi się to
nie udaje. Dlatego tutaj tylko opiszę jej wygląd. Z wyglądu
tapioca przypomina europejskiego buraka cukrowego,
albo oblepioną błotem ogromną marchew pastewną.
Ma ona kształt stożkowy z grubsza przypominający
ogromną marchew. Rośnie wszakże pod ziemią tak
jak nasza marchew lub buraki. Jest jednak od typowej
marchwi znacznie większa. W najszerszym miejscu
jej średnica może bowiem przekraczać 10 cm. Jej
powierzchnia jest też ciemno-szara tak jak błoto.
Pokryta jest bardzo chropowatą ciemno-szarą
skórą i zwykle cała oblepiona cieniutkimi korzonkami
oraz resztkami gleby w której rosła.
Chińska
nazwa dla tapioca brzmi "mook si", co tłumaczy się
jako "kawałek drewna", albo "drewniana belka".
Ponieważ tapioca rośnie w glebie jak nasze
buraki, dla Chińczyków symbolizuje ona "zakopane drewno"
czyli czyjąś "trumnę". Z tego powodu w okolicach ważnych
świąt, takich jak np. Chiński Nowy Rok, Chińczycy nie lubią
widoku "tapioka". Jej widok traktują wówczas jako "zły omen"
sugerujący czyjąś śmierć. W okolicach Chińskiego Nowego
Roku, Chińczycy nie sprzedają więc tapioca na swoich
straganach. Ponieważ zaś są oni jedynymi którzy sprzedają
tą roślinę, zaś ja ostatnio przebywam w tropiku zawsze
właśnie w okolicach Chińskiego Nowego Roku, to wyjaśnia
dlaczego nie jestem tu w stanie pokazać jej zdjęcia.
Tapioca
jest rośliną tropikalną. W Polsce zapewne nie można
jej zakupić w stanie świeżym, aby skorzystać z jej
doskonałych własności wyciszania biegunki. Na szczęście
wysuszona i sproszkowana tapioca eksportowana jest
z krajów tropikalnych do wielu krajów świata (np. do Nowej
Zelandii). Tyle że znana jest tam pod nieco inną nazwą.
Nazywa się ją tam "krochmalem z tapioki" (po angielsku
"tapioca starch"). W Nowej Zelandii taką wysuszoną i
sproszkowaną wersję tapioca importowaną z Tailandii
zdołałem zakupić pod nazwą "Tapioca Starch" - co na
język polski tłumaczy się właśnie jako "krochmal z tapioki".
Uczyniłem to kiedy po powrocie z wakacji w tropiku,
podczas których zdołałem uchronić się od nawet
najlżejszego zatrucia pokarmowego, niespodziewanie
dostałem zatrucia i paskudnej biegunki już w Nowej
Zelandii po zjedzeniu czegoś w restauracji "Mac Donald".
Aby więc po kilku dniach spędzonych w toalecie wyleczyć
tą paskudną biegunkę właśnie za pomocą tapioca
sprawdzonej już wielokrotnie w działaniu, zacząłem
w sklepach nowozelandzkich desperacko poszukiwać
tej życiodajnej rośliny. Znalazłem
ją w formie "krochmalu z tapioki" (tj. "tapioca starch").
Natychmiast zagotowałem kilka jej łyżek rozpuszczonych
w wodzie otrzymując rodzaj galaretowatej zupy, niemal
identycznej do owej "polewki" którą otrzymuje się z
rozgotowania świeżego korzenia tapioca - jak to wyjaśniłem
nieco powyżej w poprzednich opisach. Po wypiciu około pół litra
tej "polewki" ponownie biegunka zniknęła "jakby ręką odjął".
Czyli ów "tapioca starch" (tj. "krochmal z tapioki") okazał
się równie efektywny w leczeniu biegunek jak świeża
tapioca. Warto więc wiedzieć o owej życiodajnej cesze
korzeni tapioca i krochmalu tapiokowego. Może to
bowiem zaoszczędzić nam wielu cierpień i kłopotów.
Tapioka
posiada cały szereg zalet nad metodami leczenia biegunki
przez dzisiejszą (oficjalną) medycynę ortodoksyjną.
Przykładowo, jej efekty są natychmiastowe i piorunujące.
Praktycznie nie znam żadnego innego lekarstwa które
leczyłoby biegunkę tak szybko i tak skutecznie jak ona.
Jest lekarstwem "naturalnym", dla którego nie odnotowalem
aby pozostawialo po sobie jakikolwiek efekt uboczny.
(Dla porównania, np. o węglu wiadomo, że posiada cechy
rakotwórcze. Jednak ów węgiel jest jednocześnie jednym
z "lekarstw" które na biegunkę oferuje nam medycyna
ortodoksyjna.) Tapioka wcale też nie smakuje jak lekarstwo,
a jak przyjemna "polewka" którą jest w stanie tolerować
nawet najwybredniejsze podniebienie.
Po wzgędem zawartości
energetycznej, "tapioca" należy do pożywienia silnie "chłodzącego" ("yin").
W dawnych czasach Chińczycy zalecali umiarkowanie w jego jedzeniu.
Zalecali także, aby jego zjedzenie neutralizować zjedzeniem
czegoś "rozpalającego" - szczególnie jeśli jedząca osoba jest
kobietą. Jednak w dzisiejszych czasach nadmiernego objadania
sie przez ludzi jadłodajniową żywnością o "rozpalającym" (yang)
charakterze, to stare zalecenie wcale nie musi być już
tak pedantycznie przestrzegane. Wszakże zwykle nasz
organizm otrzymuje właśnie nadmiar potraw typu "yang".
Proszę
odnotować że lecznicze własności tapioka opisane są
również na stronie internetowej
owoce tropiku,
oraz krótko wspomniane na stronie o wsi
Wszewilki.
Fot. #B1a: Przykład pojedynczego korzenia tapioka.
Po chińsku korzeń ten jest nazywany "mook si", co
dosłownie można tłumaczyć jako "drewniana belka"
albo "kawałek drewna". Z kolei Malejowie nazywają
go "ubi kayu" co dosłownie można tłumaczyć jako
"drewniany ziemniak".
Polewka ugotowana z owego korzenia jest dokonałym
lekarstwem wstrzymującym biegunki (najlepszym
z dotychczas mi znanych takich lekarstw).
Zmielony i wysuszony miąsz tego korzenia stanowi
doskonałą "mączkę krochmalową z tapioki", po
angielsku zwaną "Tapioca Starch".
Fot. #B1b: Przykłady całego szeregu korzeni tapioka.
Takie stosy korzeni tapioka można znaleźć na
targiowiskach z tropikalnych krajów, np. w Malezji.
Część #C:
Naturalne remedy używane na choroby typu grypa, przeziębienie, ból gardła, katar, itp.:
Warto odnotować, że większość naturalnych sposobów
leczenia opisanych poniżej w tej części strony,
opisana została także na stronie internetowej
"plaga".
#C1.
Nacieranie jajkiem:
Nacieranie jajkiem, po angielsku: "rubbing
eggs", jest to sposób zbijania wysokiej
gorączki w dół oraz leczenia ciężkich chorób,
używany w dawnych Chinach i poznany
przeze mnie z folkloru staro-chińskiego. Ma
on działać poprzez przejmowanie przez
ugotowane jajko szkodliwej energii danej choroby.
Jego zasada działania jest więc podobna do
zasady działania akupunktury, tyle że każdy
może go zrealizować (nawet chory sam na sobie),
bowiem nie potrzeba mieć dla niego wiedzy
ani ekwipunku akupunkturysty, a ponadto nie
dokonuje się w nim nakłuwania które zwykle
zraża ludzi do prawdziwej akupunktury.
(Dlatego ten sposób leczenia możnaby
nazwać "akupunkturą dla nieprzeszkolonych",
albo "tarciową odmianą akupunktury".)
Polega on na tym, że piersi chorego, a czasami
także i jego plecy, naciera się na gołą skórę dwa
razy dziennie świeżo ugotowanym na twardo,
ciągle gorącym i specjalnie przygotowanym
jajkiem kurzym. Aby jajko przygotować do tego
zabiegu, najpierw trzeba je ugotować na twardo
i natychmisat po ugotowaniu obrać ze skorupki
(kiedy ciągle jest bardzo gorące - im jajko
jest gorętsze podczas nacierania tym lepiej).
Następnie trzeba szybko wybrać z niego żółtko
(nacierania dokonuje się tylko białkiem jajka).
W końcu, dla lepszego odbierania energii
danej choroby, w miejsce żółtka wstawia się
monetę. Chińczycy zalecają że moneta ta ma być
srebrna albo miedziana, bowiem te metale
najlepiej oddziaływują z energią choroby.
Aby jajko się nie rozpadło podczas owego
nacierania, owija się je w pojedynczą warstwę
cienkiej tkaniny z naturalnego włókna, np.
w pieluchę, cienką chustkę do nosa, lub
w cienką gazę. Wszystkie te czynności
należy wykonywać tak szybko jak się da, aby
jajko jak najmniej ostygło. Następnie trzymając
za ów materiał w jaki jajko jest zawinięte, naciera
się jajkiem piersi chorego. Nacieranie to się
kontynuuje aż do momentu kiedy jajko ostygnie.
Co mnie w owej metodzie szokuje najbardziej, to że
przejmowana energia choroby powoduje w jajku
użytym do nacierania trwałe zmiany strukturalne.
Przykładowo energia choroby przejęta przez owo jajko
od zwykłej gorączki, powoduje że nowa miedziana
moneta może całkowicie zostać skorodowana.
Z kolei energia groźnej choroby przejęta przez to jajko
np. od tyfusu (duru brzusznego) powoduje, że w jajku
tym pojawiają się włókna podobne do ptasiego puchu
(w przypadku tyfusu owe zmaterializowane w jajku
włókna są czarne, inne zaś choroby generują białe
włókna).
Najbardziej
niezwykłe w nacieraniu jajkiem jest, że posiada ono wpisany
w siebie wskaźnik ujawniający, czy metoda ta jest pomocna
na daną dolegliwość. Mianowicie po pierwszym nacieraniu
dla danej choroby przeglądamy zawartość jajka. Jeśli w
białku znajdziemy jakiś rodzaj puchu, oznacza to że metoda
ta leczy którąś z chorób jakie właśnie buszują w naszym ciele
i dlatego nacieranie to powinniśmy kontynuować. (Każdy zaś
z nas wie jak ugotowane jajko powinno wyglądać, bez trudu
odkryje więc w nim puch - jeśli ten tam istnieje.) Jeśli zaś białko
po nacieraniu nie zawiera żadnego puchu, wówczas to oznacza
że jajko nie przejmuje szkodliwej energii choroby na jaką
chcieliśmy go użyć i dlatego nie ma sensu nacierania tego
kontynuować dalej dla danej choroby.
#C2.
Natarcie i okład z mąki:
Natarcie i okład z mąki jest również bardzo
starym sposobem Chińskim dla eliminowania gorączki i
choroby. Polega on na tym, że garść specjalnej
mąki zawija się w cienką tkaninę - podobnie
jak to czyni się z ugotowanym jajkiem w opisanym
powyżej (3a) nacieraniu jajkiem (tyle że mąki się
NIE podgrzewa). Następnie owym zawiniątkiem
z mąką naciera się gołą pierś gorączkującej
osoby. Po natarciu piersi, zawiniątko z ową mąką
pozostawia się na środku piersi aby leżało tam przez
około 15 minut. Podobnie też jak przy nacieraniu
jajkiem, owa mąka absorbuje do siebie szkodliwą
energię choroby. W następstwie tego przejęcia
energii choroby, w mące pojawia się jakby delikatny
puch ptasi - przy niektórych chorobach (np. tyfusie)
czarnego koloru (dla normalnej gorączki puch ten
jest biały). Zauważ, że obecność lub brak owego
puchu, podobnie jak przy nacieraniu jajkiem, też jest
tutaj wskaźnikiem czy ta metoda leczenia jest pomocna
na daną chorobę. Najskuteczniejsza dla tego zabiegu
jest specjalnie w tym celu spreparowana mąka
zakupiona w sklapach z tradycyjnymi remedami
chińskiej medycyny ludowej (sklepy takie istnieją tylko
w krajach o dużej proporcji Chińczyków, np. Chinach,
Hong Kongu, Singapore, czy Malezji).
Niemniej z jej braku użyć można mąki z tapioca,
dokładniej opisanej na stronie internetowej
owoce tropiku,
oraz krótko wspomnianej również na stronie o wsi
Wszewilki.
#C3.
Kompot z cebuli:
Kompot z cebuli jest to staropolski sposób
uzdrawiania stosowany w przypadku niektórych
chorób, np. kataru. W sposobie tym gotuje się
kompot z cebuli. Znaczy kilka cebul pokrojonych
na plasterki gotuje się w ponad litrze wody aż
cebula staje się miękka. W końcowym etapie
gotowania dodaje się cukru do smaku - tak aby
ugotowana cebula i woda smakowały jak kompot.
Ten przyjemny w smaku kompot zjada się w
dużych ilościach - ok. 1 litra przez jednego
chorego, kiedy ciagle jeszcze jest gorący.
Następnie chorego zawija się w pościel
"aby się wypocił". W dawnej Polsce wierzono,
że "choroba wychodzi z chorego wraz z potem".
(Chińczycy by to wyrazili, że szkodliwa energia
choroby usuwana jest z organizmu wraz z potem.)
#C4.
Sauna:
Medycyna ludowa niektórych krajów,
np. Finlandii, zaleca gorącą saunę w chwili kiedy
zaczyna nas brać choroba. Gorąca sauna powoduje
bowiem u nas wypocenie się. Z kolei z potem wychodzi
z nas również i choroba. Ja muszę się przyznać,
że raz w życiu skorzystałem z tego sposobu kiedy
właśnie ostro brała mnie grypa. (Przy fabryce zapałek
w Bystrzycy istniała kiedyś tzw. "sucha sauna"
- tj. sauna która dla spowodowania pocenia się
używa bardzo gorącego powietrza, a nie pary
wodnej.) Po około godzinie spędzonej w owej
saunie moja grypa zniknęła "jakby ręką ujął".
Niestety, w przypadku plagi byłoby trudno
skorzystać z sauny, chyba że mamy prywatną
saunę w swoim domu. Niemniej 'komput z cebuli"
opisany powyżej w #C3 powoduje niemal ten sam
skutek co sauna - tj. indukuje on wypocenie się w
naszym własnym łóżku.
#C5.
Stawianie baniek:
Jest to również bardzo stary sposób pozbywania
się choroby stosowany w medycynie ludowej całego
szeregu krajów, w tym Polski i Chin. Przez
nazwę "bańka" rozumie się w nim dowolny
hermetyczny przedmiot ukształtowany jak
szklanka. W wielu przypadkach do roli owej
używa się właśnie szklanek, chociaż widziałem
również jak używane były w tym celu stare
(puste) "cans" po piwie (tj. metalowe puszki
w których wielu producentów piwa i innych
napojów rozprowadza obecnie owe napoje).
W dawnych czasach istniały również fabrycznie
wykonane bańki. Miały one kształt jakby szklanek
z zaokrąglonymi dniami (dla łatwiejszego mycia)
oraz specjalnie poszerzonymi płaskimi obrzeżami.
Owo szerokie płaskie obrzeże zapobiegało
przed ich zbyt silnym "wpijaniem" się w skórę,
co powodowałoby niepotrzebny ból.
Aby "postawić bańkę" najpierw zwilżało się wodą
jej obrzeże. Potem patyk z nawiniętym na niego
kłębkiem waty maczało się w denaturacie
i następnie podpalało. Takim zaś palącym się
wacikiem (który niemal ociekał denaturatem)
obcierało się naokoło wnętrze bańki. Następnie
bańkę tą przykładało się do skóry pacjenta jego
obrzeżem i podtrzymywało ręką aż sama zassała
się ona do skóry. Zawarte w bańce gorące powietrze
szybko ostygało, zmniejszając swoją objętość.
To zaś powodowało przyssanie się bańki do skóry
i wysysanie przez nią naróżniejszych fluidów z
chorego ciała.
Zasada na jakiej owe bańki uzdrawiały, tłumaczona
jest dawnym twierdzeniem, że każda choroba
to rodzaj szkodliwej energii który opanowuje ciało
chorego. Energię tą można więc wyssać siłą z
chorego ciała, m.in. poprzez przystawienie baniek.
W przeważającej większości przypadków bańki
stawia się na plecach chorego niezależnie od
umiejscowienia choroby. Jednak eksperci w tej
sprawie mają swoje obszary stawiania baniek
które posiadają związek z rodzajem choroby
jaka jest leczona (tj. używają oni baniek jako
rodzaju bezigłowej akupunktury).
#C6.
Skrobanie porcelanową łyżką:
Jest
to staro-chiński sposób na zbijanie w dół wysokiej
temperatury. Z jego opisu jasno wynika, że NIE
nadaje się on dla dziejszych ludzi i to wcale nie ponieważ
np. "panadol" jest efektywniejszy, a ponieważ owo
"skrobabie porcelanową łyżką" zdaje się być tylko dla
masochistów i sadystów. Opisuję go tutaj wyłącznie
jako ciekawostkę, jednocześnie zaś upominam aby
w żadnym wypadku przypadkiem go NIE próbować,
bowiem nasze dzisiejsze ciała nie są już dla niego
odpowiednie. Generalnie polegało ono na tym, że w
dawnych czasach plecy gorączkującej osoby najpierw
nacierało się grubą warstwą oleju aby nadać im
wymaganej śliskości. (Zwykle używało się do tego
celu jakiegoś pachnącego olejku, np. eukaliptusowego,
aby przy okazji namaścić skórę przyjemnym zapachem.
Jednak sama zasada działania tego skrobania
działała również nawet jeśli użyty został do tego
najzwyklejszy olej jadalny.) Następnie plecy te
skrobało się albo zaokrągloną
krawędzią porcelanowej łyżki (jest to specjalna łyżka
przez Chińczyków używana do jedzenia zupy i płynów),
albo też zaokrąglonym obrzeżem porcelanowej
szklanki. Skrobania przy tym dokonywano długimi
równoległymi pociągnięciami przez plecy zawsze
poczynając od góry pleców w kierunku ku dołowi
(tj. nigdy na boki ani pod górę pleców). Skrobania
dokonywano przez tak długo aż całe plecy były
zaczerwienione (tj. aż wyglądały niemal jak po
postawieniu "baniek" opisanych w poprzednim
punkcie). Skrobana w ten sposób osoba w końcowym
stadium doznawała dosyć sporego bólu.
Zasada działania tej metody jest podobna do
zasady działania "baniek" opisanych powyżej.
Tyle że zamiast usuwać z ciała energię choroby
poprzez jej wysysanie bańkami, przy owym
skrobaniu tą szkodliwą energię usuwa się poprzez
jej wyskrobywanie. Dodatkowym efektem jaki
skrobanie to powodowało, było dostarczanie
choremu dokładnego masarzu pleców. Czyli
działało ono jak rodzaj "aku-pressury", tyle że
skierowanej na plecy chorego, a nie na stopy.
Część #D:
Naturalne remedy na uciszanie najróżniejszego rodzaju bóli:
#D1.
Indyjski "tumeric" używany do eliminowania bólu mięśni:
Niemal wszyscy znamy to doskonale. Jednego
dnia biegamy po turystycznych atrakcjach nowego
kraju, aż nasze nawykłe jedynie do siedzenia w fotelu
mięśnie odmówią nam posłuszeństwa. Drugiego zaś
dnia nie możemy się ruszyć, zaś każdemu naszemu
poruszeniu towarzyszy okropny ból mięśni.
Na szczęście w krajach tropikalnych istnieje
doskonała remedy na ów przesileniowy ból
mięśni. Przyjmuje on formę sproszkowanej
przyprawy szeroko używanej w Indiach (choć
można ją kupić praktycznie w każdym kraju
tropikalnym ze strefy Pacyfiku). Przyprawa
ta nazywa się "tumeric". Należy ona
do tej samej rodziny co "ginger" ("ginger" to
angielskojęzyczna nazwa dla przyprawy po
polsku zwanej "imbir"). Jeśli bolą nas mięśnie,
wówczas stary Indyjski przepis ludowy
nakazuje, aby około pół łyżeczki owego
sproszkowanego "tumeric" rozpuścić w szklance
mleka, poczym wypić. W jakiś czas potem ból
minie jak ręką odjął. Wprawdzie ci którzy osobiście
próbowali tego lekarstwa stwierdzali że nie bardzo
wiedzą co jest gorsze, ból mięśni, czy owo lekarstwo,
jednak podobno gwarantuje ono szybką poprawę
(ja osobiście jeszcze go nie próbowałem). Jak
bowiem ci próbujący stwierdzają, owo lekarstwo
(tj. pół łyżeczki sproszkowanego "tumeric"
rozpuszczone w szklance mleka) podobno smakuje
okropnie i konieczne jest istne bohaterstwo aby
zmusić się do jego wypicia.
Wtajemniczeni twierdzą, że owo lekarstwo podobno
jest doskonałe również na wszelkie inne rodzaje bóli,
np. na bóle reumatyczne.
#D2.
Płukanie gardła stężonym roztworem soli dla wyeliminowania bólu gardła:
W dawnych czasach ludzie rzadko chodzili
do lekarza. Dlatego na wszelkie typowe
choroby używali domowych lekarstw. Jednym
z nich było płukanie gardła stężonym roztworem
soli. Roztwór taki przygotowywało się poprzez
rozpuszczenie czubatej łyżki stołowej soli
kuchennej w około połowie szklanki gotującej się wody.
O tym, że jest on wystarczająco stężony, świadczyło
że po rozpuszczeniu owej ilości soli woda robiła
się jakby gęstrza, zaś szklanka wydawała głuchy
dźwięk kiedy mieszająca tą sól łyżka opukiwała
jej ścianki. Po rozpuszczeniu soli w szklance gotującej
się wody, należało odczekać aż woda ta ostygnie
na tyle aby już dawała się wziąść do ust bez
powodowania poparzenia, jednak ciągle była
gorąca. Poczym płukało się nią gardło. Płukanie
to polegało na braniu do ust kolejnego łyka
owego roztworu, przechylaniu ust do góry tak
aby roztwór spłynął do gardła, oraz równoczesnym
wydawaniu dźwięków typu "gargling". Ja osobiście
znalazłem tą metodę eliminowania bólu gardła
za znacznie efektywniejszą i szybszą w działaniu
od wszelkich środków do płukania gardła przepisywanych
przez dzisiejszą medycynę ortodoksyjną.
Część #E:
Folklorystyczne metody zapobiegania chorobom:
#E1.
Unikanie przeziębienia kiedy dopadnie nas deszcz (tj. bio-akupunktura):
Akupunktura może być realizowana nie
tylko za pomocą metalowych igieł, ale
także za pomocą jakichkolwiek obiektów,
które mają własności intesyfikujące przepływ
energii, np. które mogą dostarczać impulsów
energii jakie stymulują nasze meridiany,
lub które odpompowują tą energię poprawiając
jej przepływ. Dla przykładu, w Malezji istnieje
ludowe wierzenie, jakie faktycznie działa w
praktyce (próbowałem je), a jakie stwierdza,
że jeśli ktoś złapany zostaje w deszczu i
życzy sobie uniknięcia zachorowania od
tego powodu, powinien urwać najbliższe
źdźbło świeżej trawy i zatknąć to źdźbło
za jedno ze swoich uszu. Chociaż owo
ludowe wierzenie nie wyjaśnia jak to
źdźbło działa, łatwo jest wydedukować,
że po umieszczeniu za uchem źdźbło
to emituje swoją własną energię życiową,
jaka oddziaływuje z energią życiową
wydostającą się z punktów akupunkturowych
za naszym uchem. Ponieważ każde ucho
zawiera punkty akupunkturowe dla niemal
wszystkich istotnych organów w ludzkim ciele,
owo oddziaływanie energii ze źdźbła trawy
wystarcza dla zapobiegnięcia jakiejkolwiek
chorobie mogącej stanowić wynik danego
deszczu.
Inne wierzenie jakie posiada związek z akupunkturą,
wywodzi się z folkloru Polski. Stwierdza ono, że to
pierwsze krople każdego nowego deszczu, jakie
spadają aż do chwili, kiedy ziemia jest całkowicie
mokra, czynią ludzi chorymi. Dlatego, zgodnie z
tym folklorem, możliwe jest zostanie przemoczonym
deszczem do nitki i ciągłe pozostanie zdrowym,
tak długo jak zdołamy uniknąć kropel które spadają,
kiedy ziemia jest ciągle niekompletnie mokra.
Aby wyjaśnić jak to wierzenie działa, musimy
pamiętać że pierwsze krople deszczu jakie spadają,
kiedy gleba ciągle jest sucha, niezależnie od
uczynienia gleby mokrą zmywają także sobą
wszelkie nieczystości zawarte w powietrzu.
Dlatego krople tego pierwszego deszczu są
wysoko naładowane jonami zanieczyszczeń
jakie normalnie zawieszone są w powietrzu.
Kiedy ów deszcz spada na naszą skórę,
energia z jonów zanieczyszczeń blokuje
przepływ energii życiowej przez naszą
skórę, powodując chorobę. Stąd takie
pierwsze krople deszczu działają jak
rodzaj antyakupunktury, która blokuje
nasze meridiany energetyczne.
Jeszcze inny sposób zapobiegania choroby
kiedy ludzie złapani zostali przez deszcz, stosowany
był przez wojsko polskie w czasach mojej młodości.
W owych czasach, każdemu żołnierzowi z oddziału
wojska który podczas marszu został złapany przez
deszcz, natychmiast po powrocie do koszar dawano
do wypicia kubek gorącej (gotującej się) kawy zbożowej.
Więcej informacji na temat zasady na jakiej działają
opisane tutaj metody akupunkturowego zapobiegania
choroby spowodowanej zostaniem złapanym przez
pierwsze krople deszczu, zaprezentowanych zostało
w podrozdziałach I5.6 oraz I5.5 z tomu 5 monografii
[1/4].
Z kolei sama zasada działania akupunktury wyjaśniona
została na odrędnej stronie internetowej o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.
Część #F:
Niezwykłe rośliny i substancje oraz ich lecznicze cechy:
#F1.
Kurara z tropikalnego drzewa Ipoh:
Prawdopodobnie NIE istnieje inna roślina
która miałaby równie silny wpływ na życie
oraz na wyobraźnię ludzi, jak owo tropikalne
drzewo które produkuje piorunującą truciznę
zwaną kurara. Trucizna ta bowiem
działa piorunująco na ofiary które zostały
choćby zadraśnięte czymś co ją przenosi,
jednocześnie zaś mięso zwierząt rażonych
tą trucizną może być jedzone bez przeszkód
i nikomu NIE szkodzi. Więcej na temat
"kurary" wyjaśnione zostało w punkcie
#D3 totaliztycznej strony
fruit_pl.htm - o owocach tropiku ze strefy Pacyfiku i o filozofii ich jedzenia.
Aczkolwiek "kurara" typowo uważana jest za
truciznę, a NIE za lekarstwo, istnieje aż kilka
powodów dla których umieściłem o niej informację
na niniejszej stronie poświęconej ludowemu
leczeniu i lekarstwom. Pierwszy z tych powodów
to że czysta forma kurary faktycznie używana
jest czasami w anaestezji (znieczulanie do operacji)
dla odprężania mięśni - w małych dozach jest
więc lekarstwem. Ponadto jeśli głód i brak jedzenia
uważać za rodzaj dolegliwości, zaś upolowanie
jakiegoś stworzenia i najedzenie się do syta - za
wyleczenie owej delegliwości, wówczas kurara
też jest rodzajem lekarstwa. Używana jest ona
bowiem głównie przez myśliwych z dżungli dla
powiększenia efektywności ich polowań. Kurara
jest też rodzajem narkotyku dla upolowanego
zwierzęcia. Paraliżuje ona bowiem m.in. mózg
owego zwierzęcia, tak że zwierzę nie czuje
potem bólu kiedy myśliwy podrzyna mu gardło.
Nadaje więc ona polowaniom bardziej humanitarny
charakter, zaoszczędzając cierpień upolowanemu
zwierzęciu.
Kurara wytwarzana jest z soku tropikalnego
drzewa zwanego "Ipoh" - pokazanego na
"Fot. #F1" poniżej. Sok ten jest gromadzony
poprzez nacinanie kory na pniu tego drzewa.
Następnie jest on mieszany z jeszcze dwoma
innymi składnikami które stabilizują jego gęstość
i podwyższają jego żywotność, przykładowo
z włoskami owocnika palmy zwanej "Betram
Palm". W końcu kurarą tą nasycane są
miniaturowe strzałki wystrzeliwane do ofiar
z dmuchawek.
(a)
(b)
(c)
(d)
Fot. #F1abc: Fotografie które ilustrują
najważnieszcze szczegóły wyglądu słynnego
drzewa Ipoh. To właśnie z soku takiego drzewa
Ipoh produkowana jest piorunująca trucizna
"kurara". Drzewo to wcale jednak nie jest takie
popularne w tropikalnych dżunglach. Aby je
znaleźć trzeba dosyć sporo poszukiwań i wysiłku.
Powyższy jego egzemplarz znalazłem i sfotografowałem
w rodzaju dobrze utrzymanego parku który zapewniał
doskonała widoczność, a stąd i dobre warunki
do fotografowania. Park ten znajduje się
w "Forest Research Institute Malaysia (FRIM)",
52109 Kepong, Selangor Darul Ehsan, Malaysia;
frim.gov.my.
(Kliknij na daną fotografię aby zobaczyć ją
w powiększeniu.)
Fot. #F1a (lewa):
Ja, czyli dr inż. Jan Pająk, przy pniu tropikalnego drzewa
Ipoh. Fotografia wykonana w dniu 12 sierpnia 2008 roku.
Jak widać drzewo to jest ogromnych rozmiarów
i wygląda typowo - tj. niemal jak każde inne
tropikalne drzewo. Aby wyprodukować kurarę,
krajowcy nacinali korę na takim właśnie pniu,
poczym zbierali trujący sok jak wypływał spod
kory. Tuż nad moim prawym uchem widać tabliczkę
inwentarzową z opisem tego drzewa, której zbliżenie
pokazuje fotografia z części (b) tej ilustracji.
Odnotuj także czystość, zadbanie i dobrą widoczność
parku w którym powyżej pokazane drzewo rośnie.
Tylko dzięki owej dobrej widoczności było możliwe
sfotografowanie tego drzewa. Typowa tropikalna
dżungla wcale bowiem tak nie wygląda. Dżungla
normalnie jest tak gęsta że drzewa zaczynają w niej
być widoczne dopiero kiedy można je już dotknąć
ręką - czyli kiedy ktoś do nich się zbliży na odległość
mniejszą od jednego metra. Oczywiście, w takiej
naturalnej dżungli NIE ma mowy o sfotografowaniu
i pokazaniu wszystkich szczegółów owego drzewa,
np. jego korony, tak jak tego dokonują powyższe
fotografie.
Fot. #F1b (środek-góra):
Zbliżenie pnia tego drzewa pokazujące wygląd
jego kory a także wygląd tabliczki inwentarzowej
z napisem identyfikującym owo drzewo, przybitej
do jego pnia. Napis ten stwierdza, cytuję:
Pod ową tabliczkę wsunąłem liść drzewa Ipoh.
Następna tabliczka zawiera numer inwentarzowy drzewa: E1 441.
Fot. #F1c (środek-dół):
Wygląd liścia drzewa Ipoh. Dla sfotografowania
liść ten położyłem na długim korzeniu owego
drzewa.
Fot. #F1d (prawa):
Wygląd korony drzewa Ipoh, sfotografowany z ziemi.
#F2.
Korzeń "żeń szeń":
Kolejną rośliną szeroko znaną z jej niezwykłych
cech jest korzeń zwany "żeń szeń". Już jego
wygląd zapowiada nadprzyrodzone własności.
Często bowiem korzeń ten przyjmuje kształt
człowieka - znaczy ma głowę, tułów, ręce,
nogi - tak jak człowiek. Najwyraźniej już
sam wygląd owego korzenia został celowo tak
zaprojektowany przez Boga
aby zwrócić uwagę ludzi na jego niezwykłe
cechy lecznicze. Zdolności lecznicze tego
korzenia są tak szerokie, że są one bliskie
hipotetycznemu lekarstwu jakie od tysiącleci
stanowi marzenie ludzkości, a jakie najczęściej
nazywamy "lekarstwem na wszystko".
Zdjęcie i dalsze informacje na temat owego
niezwykłego korzenia zawiera punkt #G2
na totaliztycznej stronie
korea_pl.htm - o tajemniczej, fascynującej, moralnej, postępowej Korei.
#F2.1.
Energetyzujący rosół z kurczaka i korzenia "żeń szeń":
Korzeń "żeń-szeń" zażywany jest leczniczo
na setki sposobów. Poniżej przytoczę przepis
na jeden z tych sposobów który jest łatwy
do przygotowania oraz zarówno przyjemny
jak i krzepiący. Przyjmuje on formę
smakowitego rosołu z kurczaka i korzenia
"żeń-szeń". Rosół ten działa wzmacniająco
i energetyzująco jeśli się go pije kiedy ciągle
jest gorący. Używany jest on szeroko jako
środek silnie wzmacniający i energetyzujący
wśród Chińczyków z Prowincji Sarawak na
tropikalnej wyspie Borneo. Oto przepis na
ten smakowity rosół:
Składniki:
- 1 kurczak (mała kura),
- wysuszony żeń-szeń (około 50 gram),
- 2 szklanki (lub więcej) gorącej wody.
Przyrządzenie:
Zamocz żen-szeń przez jedną godzinę w ciepłej
wodzie. Obierz kurczaka ze skóry. Warunkowo
(jeśli zechcesz) potnij kurczaka na małe kawałki
o wielkości na jedno ugryzienie każdy. W przeciwnym
przypadku gotuj kurczaka w całości. Umieść
kurczaka w elektrycznym wolno-gotującym
naczyniu (po angielsku w tzw. "slow cooker").
Wlej co najmniej 2 szklanki gorącej wody wody
do tego naczynia (tj. tyle wody ile rosołu zamierza
się wypić w jednym zażyciu). Wrzuć żeń-szeń
do środka, Gotuj wolno przez 6 godzin. Przez
pierwsze 0.5 godziny nastaw wolno-gotujące
naczynie na "wolno" (po angielsku "slow"), resztę
zaś czasu na "automatycznie" (po angielsku "auto").
Nie dodaje się soli, ani NIE wolno dodawać soli.
Zażywanie:
Wypijać rosół kiedy ciągle gorący. Z żeń-szeniem
nie wolno stosować (mieszać) żadnego innego
pożywienia które zwielokratnia naszą energię.
Po pierwszym zażyciu do pozostałości dodaj
jeszcze raz wody i gotuj ponownie po raz drugi.
To drugie gotowanie ponownie rewitalizuje rosół -
tak jak jego pierwsze gotowanie.
#F3.
Energetyzująca zupa z gniazd jaskółczych:
W niektórych krajach południowo-wschodniej
Azji żyje odmiana jaskółek jakich ślina ma
silne własności energetyzujące i wzmacniające.
Ślina ta zaś zawarta jest w gniazdach owych
jaskółek. Dlatego w tamtych krajach gniazda
jaskółcze są zbierane, zaś po wymyciu z nich
błota są one sprzedawane jako dosyć kosztowny
rodzaj przysmaku i potrawy wzmacniającej.
W wymytej z błota formie wyglądają one jak
rodzaj gęstej siatki wykonanej z białego
plastyku i ukształtowanej w formę gniazda.
Ich działanie jako potrawy jest dosyć
podobne do działania rosołu z korzenia
"żeń-szeń" opisanego powyżej w punkcie
#F2.1. Oto przepis na tą smakowitą i
kosztowną zupę z gniazd jaskółczych
(przepis ten również wywodzi się od
Chińczyków zamieszkujących Prowincję
Sarawak na tropikalnej wyspie Borneo):
Składniki:
- 1 gniazdo jaskółcze,
- 1 kawałek/kryształ chińskiego białego cukru (około 9 cm sześciennych),
- 2 szklanki (lub więcej) gorącej wody.
Przyrządzanie:
Wlać gotującą się wodę do elektrycznego
wolno-gotującego naczynia (po angielsku zwanego
"slow cooker"). Włożyć gniazdo jaskółcze. Wolno
gotować przez 4 godziny. Wyłączyć wolno-gotujące
naczynie. Dodać cukier.
Zażywanie:
Wypijać zupę w dowolny sposób na jaki nam
smakuje.
#F4.
Rośliny zapobiegające niechcianym ciążom:
W dawnych czasach ludzie też umieli
zapobiegać niechcianym ciążom. Wiedza
ludowa praktycznie każdego kraju, w tym Polski,
zna miejscowe zioła i sposoby na uniknięcie
ciąży. Jeden z tych sposobów opisałem w
punkcie #E1 odmiennej strony internetowej
fruit_pl.htm - o tropikalnych owocach strefy Pacyfiku i o filozofii ich spożywania.
O innym sposobie zapobiegania ciąży stosowanym
kiedyś przez Maoryski z Nowej Zelandii można
sobie poczytać w artykule "Grant to research
birth-control plant" (tj. "Pieniądze na badania
rośliny do kontroli narodzin") ze strony A3 gazety
The New Zealand Herald,
wydanie z czwartku (Thursday), February 26,
2009. Artykuł ten opisuje roślinę zwaną "poroporo
plant" (solanum aviculare) która jest rodzima
dla Nowej Zelandii, Australii i Nowej Gwinei.
Liście tej rośliny są gotowane zaś woda po
ich ugotowaniu jest pita na jakiś tydzień przed
menstruacją. Działa ona jako kontraceptyw -
znaczy na krótki okres czasu czyni kobietę
bezpłodną. Woda ta również leczy problemy
ze skórą (np. enzymę czy świerzb) oraz
eliminuje wszelkie bóle.
#F5.
Leczenie cukrzycy?
W poniedziałek dnia 11 maja 2009 roku, na
kanale 3 telewizji nowozelandzkiej, w godzinach
19:30 do 20:30, nadany był kolejny odcinek
cotygodniowego programu o nazwie "60 Minutes".
Ciekawostką tego odcinka było, że prezentował
on m.in. napój o którym jego użytkownicy
twierdzili że daje im on ulgę w cukrzycy oraz
zmniejsza zapotrzebowanie na zastrzyki
insuliny. Napój ten narazie NIE był jednak
formalnie przebadany. Stąd jego własności
lecznicze ciągle mają wartość plotki czy subiektywnej
opinii indywidulanych użytkowników - a nie
obiektywnie potwierdzonego faktu. W sensie
składu, napój ten stanowi wywar z liści rodzimego
dla Nowej Zelandii drzewka o nazwie
kawakawa.
Owa "kawakawa" jest lokalnym krewniakiem
"drzewka pieprzu" - chociaż z niezrozumiałych
dla mnie powodów mi ona przypomina miniaturkę
polskiej "olszyny". Wywar z "kawakawa" jest
dodatkowo posłodzony aktywnym miodem z
innego leczniczego krzewu Nowej Zelandii
nazywanego "manuka". (Sam czysty wywar
z liści "kawakawa" jest podobno tak gorzki,
że nie daje się go przełknąć.)
W tym miejscu powinienem dodać, że podobne
subiektywne opinie (niepotwierdzone przez żadne
oficjalne badania) o rzekomej zdolności do leczenia
cukrzycy słyszałem też w Korei na temat
"poczwarek jedwabnika". Ludowe opinie Koreańczyków
o rzekomych leczących cukrzycę zdolnościach
"poczwarek jedwabnika", razem ze zdjęciem tych
poczwarek, przytoczyłem w punkcie #B3 strony
internetowej
korea_pl.htm - o tajemniczej, fascynującej, moralnej i postępowej Korei.
Część #G:
Medykamenty przyszłości, czyli jak "pogoń za zyskiem kosztem ludzkiego dobra"
zaistniała w farmacji nakłania aby "wehikuły czasu" stały się "lekarstwem na wszystko":
#G1.
Zdefiniujmy sobie pojęcie "lekarstwo na wszystko":
Zaraz po drugiej wojnie światowej, czyli
w latach 1950-tych, ludzkość dokonała
ogromnych postępów w swej wojnie z
chorobami. To wówczas opracowane
zostały najważniejsze antybiotyki oraz
szeroko upowszechniono szczepienia
ochronne. Na całym świecie odwieczne
choroby ludzi nagle zaczęły zanikać.
Ludzi ogarnęła wiara w
nieorganiczone możliwości medycyny.
Cały szereg badaczy podjął też wówczas
pierwsze praktyczne prace nad "kuraminą",
znaczy nad hipotetycznym lekarstwem
które samo jedno miało leczyć wszystkie
choroby. W powszechnym języku codziennym
owo hipotetyczne lekarstwo leczące wszystkie
choroby typowo jest nazywane "lekarstwem
na wszystko".
Wieści o pracach nad wynalezieniem "kuraminy"
oczywiście przeniknęły także i do folkloru.
Ja ciągle pamiętam do dzisiaj fragmenty długiego
na kilka stron żartobliwego poematu o tytule
"Kuramina", upowszechnianego anonimowo
w latach 1950-tych, który zabawnie ilustrował
jak będzie wyglądało życie kiedy "kuramina"
stanie się faktem. Ludzie wówczas recytowali
sobie nawzajem z pamięci fragmenty tego
zabawnego poematu, jako rodzaj "poradnika"
podpowiadającego innym co mają czynić kiedy
zaczynają narzekać z powodu jakichs kłopotów
zdrowotnych. Przykładowo, w przypadku gdy
ktoś narzekał że bolą go zęby, następujący
fragment poematu "kuramina" był mu przez
kogoś recytowany aby "chłopską logiką" mu
podpowiedzieć co ma uczynić:
"...
Jeśli bolą was zęby
i nie możecie nic włożyć do gęby,
wówczas trzy krople kuraminy na watę polejecie,
do zęba wetkniecie,
zęba wyrwać dacie
i z nim wieczny spokój macie. ..."
(Gdyby któryś z czytelników miał gdzieś zapisany
ów zabawny poemat ludowy "Kuramina", lub ciągle
pamiętał jego fragmenty, wtedy bardzo prosiłbym
o dosłanie mi tego co dało się z niego zachować
do dzisiaj. (Mój adres jest wskazany w punkcie #H5 poniżej.)
Chętnie opublikuję go tu w całości. Poemat ten
wykazywał bowiem unikalne cechy które były
wysoce charakterystyczne dla Polski zaraz po
wojnie, pozwalając Polakom przetrwać tamte
ciężkie czasy. Iskrzył się bowiem humorem,
będąc zarówno zabawny jak i wysoce zaradny,
życiowy i racjonalny - zgodnie z tzw. "chłopskim
rozumem". Dotychczas otrzymałem już jedną
całą wersję tego poematu, pochodzącą ze Śląska.
Zawiera ona nawet przepis jak sporządzić kuraminę.
Ci czytelnicy którzy NIE mają blokady dla JavaScript
mogą go sobie poczytać jeśli klikną na następujący
guzik:
Pamiętam jednak że w latach 1950-tych po
Polsce krążyły również inne wersje tego zabawnego
wiersza ludowego. Jeśli więc ktoś zna jakieś inne
jego wersje, lub choćby pojedyncze zwrotki czy
fragmenty innych wersji, wówczas też proszę i
ich dosłanie.)
Na przekór że folklor żartował sobie z "lekarstwa
na wszystko", faktycznie idei znalezienia takiego
medykamentu zaraz po drugiej wojnie światowej
poświęcali swe życie liczni badacze. Niestety,
już wkrótce pojawiły się "wyższe powody" dla których
owe poszukiwania musiały zostać zarzucone.
#G2.
Koniec "lekarstw które faktycznie leczą" w epoce "przekładania dochodu ponad wyleczeniem":
Motto:
"Jest czystą głupotą cierpieć z powodu łakomstwa i prywaty innych."
Przez pechowy zbieg okoliczności, równocześnie
z rozwojem medykamentów rosły też dochody
i wpływy karteli farmaceutycznych. Kartele
te wkrótce też odkryły, że lekarstwa które
efektywnie i do końca leczą choroby, zamiast
być źródłem dochodów dla owych karteli, stają
się powodem utraconych możliwości zwiększania
zarobków. Wszakże każdy całkowicie uleczony
człowiek zaprzestaje kupowania lekarstw.
Wkróce też decydenci owych karteli zmienili
zasady swojego postępowania. Przykładowo,
coraz usilniej ograniczali finansowanie badań nad lekarstwami
które całkowicie leczą chorych, oraz rozpoczęli
stopniowe zawężanie produkcji takich lekarstw. Za to
entuzjastycznie popierali oni rozwój, produkcję,
oraz użycie lekarstw które dają ulgę w symptomach
chorób, jednak które pozostawiają nieuleczonymi
same choroby. Szczególne poparcie owych karteli
uzyskały lekarstwa indukujące "ukryte uzależnianie" -
czyli takie które raz użyte, zmuszają swoje ludzkie
ofiary do brania danych lekarstw aż do końca życia.
W najlepszy sposób owa "stawiająca zysk ponad
wyleczeniem" polityka karteli farmaceutycznych
opisana została w książce pióra Jacky Law o
tytule "Big Pharma" (Constable, London 2006,
ISBN 1-84529-139-5). Pozwolę sobie tutaj
zacytować fragment z tylniej okładki owej
książki: "Obok wszystkich tych korzyści
które przynoszą, największe kampanie
przemysłu farmaceutycznego z Pfizer,
Merck, Sanofi-Aventis i GlaxoSmithKline
na czele, coraz częściej konfrontują konflikt
pomiędzy celami ich bogactwa korporacyjnego,
oraz zdrowiem ludności. W szerokiej i
niezależnej analizie nowoczesnego lecznictwa
Jacky Law opisuje jak kilka korporacji zaczęło
manipulować celami badań. Ujawnia ona
system w którym nieustanny pościg za zyskiem
powoduje zagłuszanie dobra publicznego."
(W oryginale angielskojęzycznym: "For
all benefits they bring, the pharmaceutical
industry's biggest companies headed by
Pfizer, Merck, Sanofi-Aventis and
GlaxoSmithKline increasingly face a
conflict between the goals of corporate
wealth and public health. In a broad and
independent analysis of modern healthcare
Jacky Law shows how a small number of
corporations have come to dominate the
research agenda. She reveals a system
in which the relentless pursuit of profit
is crowding out the public good."
Oczywiście, wkrótce się okazało, że korporacje
farmaceutyczne wcale NIE są jedynymi wpływowymi
instytucjami w których interesach leży zastąpienie
"lekarstw które leczą", przez "lekarstwa które
łagodzą symptomy ale nie eliminuja choroby
i są źródłem ukrytego uzależnienia". Przykładowo,
takie zastąpienie leży też w interesie "drug
administrations" z najróżniejszych krajów - czyli
instytucji które decydują w danych krajach jakie
lekarstwa będą tam dopuszczone do sprzedarzy.
Chodzi bowiem o to, że "lekarstwa które faktycznie
leczą" eliminuja potrzebę istnienia takich instytucji
oraz zapotrzebowanie na "usługi" tychże instytucji,
a stąd eliminują też źródło zarobku dla ich doskonale
opłacanych zarządów. Wszakże na temat lekarstw
które leczą, żadni "fachowcy" nie muszą podejmować
decyzji - lekarstwa te przemawiają same za siebie.
Natomiast w sprawie "lekarstw które jedynie eliminuja
symptomy, jednak nie leczą choroby a powodują
ukryte uzależnienie" potrzebne są duże panele
ekspertów którzy pomiędzy nimi przebierają
i decydują jakie z tych lekarstw mają być
dopuszczone na dany ryunek. Stąd decydenci
owych instytucji wkrótce też zrozumieli "gdzie
leży ich chleb" i też zaczęli promować owe
"lekarstwa łagodzące symptomy" zaś dyskryminować
i prześladować "lekarstwa które faktycznie leczą".
Na dodatek do tego okazało się również że upowszechnianie
owych "lekarstw jedynie łagodzących symptomy"
leży też w interesie rządów i polityków. Wszakże
w demokratycznych ideologiach aby utrzymać się
przy władzy i być ponownie wybranym, rządy
i politycy muszą być w stanie wykazać ludności
jak bardzo staraja się o dobro publiczne, ile wydają
na służbę zdrowia, jak ogromne problemy muszą
pokonywać, itp. Muszą też być w stanie planować
na przyszłość, przewidywać wydatki, itp. Tylko zaś
"lekarstwa które wcale nie leczą" umożliwiają im osiągnięcie
tego wszystkiego. Wszakże "lekarstwa które faktycznie
leczą" są trudne do zaplanowania, uniemożliwiają
"wykazywanie się" i są potrzebne tylko losowo zależnie
od tego ilu ludzi właśnie zachoruje na daną chorobę.
Jako zaś takie całkowicie dezorganizują one działania
rządów i plany polityków, demaskując ich niekompetencję.
W taki oto sposób nasza cywilizacja doszła więc
do dzisiejszej sytuacji, kiedy to podstawowym wymogiem
nowoczesnych medykamentów jest aby tylko łagodziły
one symptomy chorób powodujących ludzkie cierpienie,
jednak w żadnym przypadku NIE wyleczały owych chorób -
czyniąc w ten sposób ludzi dożywotnimi niewolnikami
karteli farmaceutycznych. Jeśli więc obecnie rozglądniemy
się dookoła, odnotujemy rzesze ludzi których życie zawsze
w dokładnie taki sam sposób jest uzależnione od
dożywotnio pobieranych lekarstw, niezależnie od tego
jaka choroba ich gnębi. Dzisiaj aż żal ściska serce kiedy
się widzi że ofiary najróżniejszych niemal nieistotnych
chorób, w rodzaju nadciśnienia, alergii, przykrości
żołądka, itp., aby załagodzić swoje cierpienia są zmuszeni
do dożywotniego wydawania swoich ostatnich groszy
w tak samo bezwzględny sposób jak ludzie zapadli na
najcięższe choroby w rodzaju aids, cukrzycy, czy raka.
Wszakże przy celach karteli farmaceutycznych
nastawionych na nasilanie zysków, nikt już oficjalnie
nie prowadzi poszukiwań "lekarstw na wszystko" ani nawet
poszukiwań "lekarstw które naprawdę leczą".
Na szczęście, ciągle istnieją tzw. "alternatywne
medycyny" oraz tzw. "ludowe medykamenty".
Te zaś nadal leczą. Wcale też nie zarzuciły
one swoich odwiecznych marzeń o znalezieniu
"lekarstwa na wszystko". Na dodatek do tego,
prace badawcze nad tzw.
wehikułami czasu
ujawniły perpektywy leczenia urządzeniami
technicznymi zamiast leczenia medykamentami.
Mianowicie, okazuje się że wyniki w walce ze
śmiercią i z chorobami, które są znacznie
efektywniejsze i moralniejsze od postępów
nauk medycznych i farmaceutycznych,
przyniesie ludzkości zbudowanie urządzenia
technicznego jakie będzie w stanie
cofać ludzi do tyłu w czasie.
(Urządzenie to opisuję w punkcie #G4 poniżej.)
#G2.1.
Kampania "likwidowania konkurencji" prowadzona w imieniu koncernów farmaceutycznych,
która uniemożliwia naszej cywilizacji znalezienie i upowszechnienie lekarstw jakie naprawdę leczą:
Lekarstwa mają to do siebie, że czasami
są one wynajdowane przez indywidualnych
ludzi, albo przez małe przedsiębiorstwa.
To zaś wprowadza poważne zagrożenie
dla dużych koncernów farmaceutycznych.
Wszakże grozi ono że taki pojedyńczy
wynalazca, czy małe przedsiębiorstwo,
przypadkowo odkryją lekarstwo, które
rzeczywiście będzie leczyło jakąś poważną
chorobę - a tym samym które zmniejszy
zyski owych koncernów. Dlatego koncerny
farmaceutyczne oraz instytucje rządowe
działające w ich imieniu sekretnie
wypowiedziały dobrze ukrytą, jednak
bezwzględną wojnę wszystkim indywidualnym
badaczom i małym przedsiębiorstwom
usiłującym wynaleźć lub upowszechnić
jakiekolwiek nowe lekarstwo które leczy -
jednak które nie pochodzi ze znanego
koncernu. Ludzi takich (i przedsiębiorstwa)
bezwzględnie się tępi, wodzi po sądach,
surowo karze, itp. Wielu z nas zapewne
też czytało w literaturze o istnieniu takiej
sekretnej wojny w dawnych "barbarzyńskich"
czasach. Przykładowo, to jej druzgocząca
siła została kiedyś skierowana na staruszka
i genialnego wynalazcę szeroko obecnie
znanego na całym świecie pod nazwiskiem
Nikola Tesla (1856-1943). (Odnotuj
że jego nazwisko pisane w serbskiej
cyrylicy faktycznie brzmiało
Никола Тесла.)
Niewielu ludzi jest jednak świadomym,
że owa sekretna wojna pod różnymi
pozorami jest prowadzona również
i dzisiaj. Przykładowo, w artykule
"Couple fined for cure claims" (tj. "Para
ukarana grzywną za twierdzenie leczenia")
ze strony A4 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z piątku (Friday), January 16, 2009,
opisany jest przypadek werdyktu sądowego
wydanego parze mieszkańców Tauranga
upowszechniającej lekarstwo homeopatyczne.
Para ta została ukarana sumą 23400 dolarów
ponieważ twierdziła że ich lekarstwo leczy,
jednak w sądzie nie była w stanie przedstawić
przekonywujących ów sąd dowodów na swoje
twierdzenia. Aczkolwiek krótki artykuł opisujący
ów przypadek zapewne musiał pomijać wiele
istotnych szczegółów, z jego treści wynikało
że dobrą analogią i ilustracją ukarania tamtej
pary byłaby sytuacja kiedy oskarżeni twierdzili
że NIE zabili niejakiego Kowalskiego, jednak
sąd ciągle ich skazał ponieważ owi oskarżeni
NIE byli w stanie udowodnić że faktycznie to
ów Kowalski ciągle żyje i biega sobie radośnie
po ziemi. Inymi słowy, z owego artykułu
wynikało że tamta para została skazana w myśl
filozoficznej zasady "winny aż udowodni swoją
niewinność". Obecnie jednak jest wiadomo, że
zasada ta była wprawdzie stosowana w czasach
Inkwizycji i Rewolucji Francuskiej, jednak NIE
powinna być już w użyciu w dzisiejszych czasach.
Wszakże dzisiejsze sądy mają już technologię
i możliwości aby swoje werdykty opierać na
sprawiedliwszej zasadzie, mianowicie że
"niewinny aż udowodni mu się winę". Taką
też sprawiedliwszą zasadę sądy stosują w
niemal wszystkich sprawach kryminalnych i w
morderstawach - jednak, jak powyższy artykuł
to ujawnia, najwyraźniej NIE w odniesieniu do
wynalazców i twórców np. lekarstw. Co ciekawsze,
na przekór że werdykt w sprawie wynalazczości
nowych lekarstw powinien bazować na naukowych
ocenach i metodach i stąd różnić się od sądzenia
np. morderców czy rabusiów, w omawianym
tu przypadku wcale NIE uwzględniono tej odmieności.
Przykładowo, z treści powyższego artykułu wcale
nie wynika że spiesząc z wydaniem werdyktu
skazującego sąd uprzednio wskazał oskarżonym
przepisy, dokumenty prawne, oraz wytyczne,
które wyraźnie i jednoznacznie by definiowały
co faktycznie dla owego sądu stanowiłoby
"konklusywny dowód że dane lekarstwo leczy" - który to dowód
wystarczałby dla przekonania owego sądu.
Z artykułu wcale też nie wynika że oskarżeni
otrzymali od sądu szansę oraz czas aby
przygotować taki "konklusywny dowód"
zdefiniowany przez ów sąd i dopiero potem
być osądzonymi - chociaż jest oczywistym
że uzyskanie dowodu wymagałoby uprzedniego
zdefiniowania przez sąd jaką formę dowód
ten ma przyjąć, a dopiero potem mógł on
być przygotowany przez oskarżonych.
Z artykułu też NIE wynika iż sąd uwzględnił
w swoim werdykcie sprawę nieistnienia
jednoznacznych wytycznych jak dokładnie
owi twórcy nowych lekarstw powinni informować
społeczeństwo o zdolnościach leczniczych swoich nowych
leków - tak aby ich informacja z jednej strony
informowała rzetelnie o tym co twórcy owi
ustalili, a jednocześnie nie była przedmiotem
czyichś ataków legalnych. W końcu w swoim
werdykcie sąd ów najwyraźniej nie zaadresował
sprawy kosztów uzyskania owego "konklusywnego
dowodu" który byłby wystarczający aby sąd
ów przekonać że lekarstwo faktycznie leczy.
Tymczasem nie jest wiadomym aby istniał
jakiś fundusz na dofinansowywanie wysiłków
indywidualnych wynalazców lekarstw czy
małych instytucji farmaceutycznych, tak
aby te mogły uzyskiwać ogromnie kosztowne
"konklusywne dowody że dane lekarstwo
leczy", które byłyby przekonywujące w
oczach dzisiejszych sądów.
Opisane powyżej prześladowania wynalazców
nowych lekarstw są tylko jednym małym przykładem
owych licznych blokad ponakładanych przez koncerny
farmaceutyczne na rozwój "medykamentów które
faktycznie by leczyły". Z faktu istnienia całego
szeregu takich blokad wyłania się bardzo pesymistyczna
perspektywa na przyszłość ludzkości. Wszakże
obecna ideologia kapitalizmu pozwala aby jedne
grupy ludzi legalnie czerpały zyski z krzywdy i
cierpienia innych grup ludzi. Jeśli więc ludzkość
nie zamieni kapitalizmu na jakąś
ideologię która faktycznie zacznie dbać o dobro i szczęście normalnych ludzi (np. na totalizm),
wówczas jestem gotów się założyć że ludzkość
nigdy NIE uzyska powszechnie dostępnych lekarstw
które będą faktycznie leczyły ciężkie choroby -
takie jak rak, aids, cukrzyca, itp. Jedyne co moim
zdaniem koncerny farmaceutyczne pozwolą upowszechnić,
będą rodzaje medykamentów które będą tylko łagodziły
następstwa tych chorób, pozwalając chorym przedłużać
swoje życie w zamian za dożywotnie kupowanie owych
medykamentów. Innymi słowy, w przyszłości zwykli
ludzie coraz częściej będą konfrontowali dobrze
ukryty szantaż stwierdzający "pieniądze albo życie"
(a ściślej "jeśli kogoś nie stać, wówczas musi umierać").
#G3.
Ludowe "lekarstwa na wszystko", w rodzaju koreańskich "poczwarek jedwabnika":
Największy postęp w znalezieniu "lekarstwa
na wszystko" uzyskało ludowe lecznictwo z
krajów "dalekiego wschodu", znaczy Korei,
Japonii i Chin. To w owych krajach ludowa
medycyna zna medykamenty które nie tylko
naprawdę leczą, ale również kiedy to samo
"lekarstwo" (czy pożywienie) eliminuje cały
szereg chorób. Jeden z przykładów takiego
"lekarstwa na niemal wszystko", mianowicie
niezwykły korzeń zwany "żeń szeń",
wskazywałem już powyżej w punkcie #F2
tej strony. Do innych podobnych ludowych
lekarstw należą zupa zwana "miso"
z Japonii - która podobno ma nawet leczyć
chorobę popromienną, czy rodzaj sfermentowanej
kapusty zwanej "kim-chi" z Korei - która utrzymuje
przy szczupłości i przy zdrowiu większość
z około 50-milionowej populacji Korei Południowej
(owo "kim-chi" omawiam w punkcie #B1 strony
korea_pl.htm - o tajemniczej, fascynującej, moralnej, postępowej Korei).
Jednak prawdopodobnie najbardziej bliskie
faktycznego "lekarstwa na wszystko" są
"poczwarki jedwabnika" używane
jako rodzaj ludowego lekarstwa w Korei
Południowej. Nadal nieznane naszej nauce
chemikalia i substancje zawarte w poczwarkach
jedwabnikowych mają działanie bardzo podobnie
do owych "embrionalnych komórek macierzystych" -
które tak inytensywnie bada dzisiejsza medycyna
ludzka. (Znaczy, owe substance i chamikalia
podobno mają zdolność do odbudowania
komórek i tkanek zniszczonych przez chorobę -
podobnie jak czynią one kiedy transformują
gąsiennicę w motyla.) Tyle tylko że poczwarki jedwabnika
są już obecnie wypróbowane w działaniu, że narazie
można je nabywać bez większych trudności,
oraz że zażywa się je poprzez zwykłe zjadanie.
Więcej informacji na temat działania "poczwarek
jedwabnikowych" jako rodzaju "lekarstwa na wszystko"
zaprezentowanych zostało w punkcie #B3 strony
korea_pl.htm - o tajemniczej, fascynującej, moralnej, postępowej Korei.
#G4.
"Wehikuły czasu" które pokonają śmierć i uleczą każdą chorobę, czyli które okażą się prawdziwym "lekarstwem na wszystko":
Nawykliśmy aby uważać, że droga do zdrowia,
do pokonania śmierci, oraz do wieczystego
życia wiedzie poprzez postępy medycyny.
Jednak najnowsze badania zrealizowane
zgodnie z zasadami najmoralniejszej filozofii
świata zwanej
totalizmem
ujawniły, że postępy w medycynie NIE są
jedyną drogą do zdrowia i do pokonania śmierci.
Istnieje bowiem nawet znacznie moralniejsza i
szybsza od medycznej droga do zdrowia i do
wieczystego życia. Wiedzie ona poprzez postępy
w technice, a ściślej poprzez budowę tzw.
wehikułów czasu.
Owe wehikuły czasu są bowiem w stanie cofać
ludzi do tyłu w czasie. Dlatego m.in. wehikuły
czasu są także w stanie leczyć choroby nawet
znacznie efektywniej od dzisiejszych lekarstw.
Ponadto pozwalają one na pokonanie śmierci
i na życie bez końca. Wszakże przykładowo
jeśli ktoś źle się ubierze w chłodny dzień i np.
złapie z tego powodu powiedzmy katar, wtedy
mając wehikuł czasu może on cofnąc swój czas
do tyłu, zaś w nowym przebiegu czasu już ubrać
się właściwiej i uniknąć złapania kataru. Uniknięcie
zaś złapania dowolnej choroby jest znacznie
korzystniejsze i przyjemniejsze od jej leczenia.
Na podobnej zasadzie daje się "wyleczyć" wehikułami
czasu praktycznie każdą inną chorobę. Każda
bowiem choroba ma swoje przyczyny. Przykładowo,
niemal każda choroba układu pokarmowego
wynika ze zjedzenia czegoś niewłaściwego
(rozważ biegunkę czy bóle żołądka). Mając więc
wehikuł czasu można ją łatwo wyeliminować
poprzez cofnięcie się w czasie do tyłu oraz
w nowym upływie czasu uniknięcie zjedzenia
tego co spowodowało naszą chorobę. Z kolei
np. rak płuc może być spowodowany wdychaniem
pyłu azbestowego - stąd też można go odwrócić jeśli
cofnie się czas do tyłu i uniknie wdychania tego
pyłu. Praktycznie każdą tez chorobę daje się
wyeliminować jeśli możemy cofać swój czas
do tyłu. W podobny sposób, mając wehikuły
czasu, możemy uniknąć śmierci. Wszakże
kiedy śmierć się przybliża, możemy
wówczas cofnąć się w czasie do lat młodości
i zacząć nasze życie od samego początka.
Reasumując powyższe, zbudowanie
wehikułów czasu
wyeliminuje choroby i śmierć oraz okaże się
być owym "lekarstwem na wszystko" o jakim
ludzkość marzy już od tysiącleci.
Jak czytelnik doczyta się tego na moich stronach
internetowych o
teorii wszystkiego
zwanej
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
oraz o
sposobach osiągania już obecnie dostępu do nieśmiertelności i do życia bez końca,
ja właśnie jestem tym naukowcem który (1) odkrył jak
czas działa, który (2) wskazał prosty dowód wizualny
jaki jest łatwo sprawdzalny przez każdego oraz jaki
potwierdza poprawność moich odkryć na temat
działania czasu, który (3) opracował zasady na
jakich daje się cofać czas do tyłu, oraz który (4)
wynalazł konstrukcję wehikułów czasu. Osądzając
po moich dotychczasowych osiągnięciach, jest
pewnym że ja również bym zbudował moje wehikuły
czasu - gdybym otrzymał pomoc jakiej potrzebowałem.
(Wszakże tak zaawansowane maszyny jak "wehikuły
czasu" NIE mogą być zbudowane pod moim stołem
kuchennym, a wymagają dostępu do odpowiednich
laboratoriów badawczych oraz do prototypowni -
którego to dostępu dotychczas byłem pozbawiany.)
Niestety, aby posiąść "wehikuły czasu" ludzie
najpierw muszą zacząć wierzyć że wehikuły te faktycznie
daje się zbudować. Tymczasem obecnie niemal
nikt z ludzi NIE wierzy w ich możliwość. Z kolei
bez wiary w wehikuły czasu niemal nikt mi NIE pomaga
w ich zbudowaniu. Wszystko zaś to na przekór
że prawda jest całkowicie odwrotna. W rzeczywistości
bowiem do dzisiaj ja sam byłbym w stanie zbudować
wehikuły czasu - co dokładniej uzasadniam w
punkcie #A1 oraz #K1 do #K4 strony
immortality_pl.htm - o tym jak nieśmiertelność i życie bez końca są już dziś osiągalne.
Oczywiście, zbudowałbym je do dzisiaj gdybym
otrzymał wymaganą pomoc już od 1985 roku -
czyli od roku w którym odkryłem jak czas działa,
oraz w ktorym zrozumiałem że droga do cofania
czasu do tyłu wiedzie poprzez zbudowanie urządzenia zwanego
komorą oscylacyjną trzeciej generacji.
(Wygląd ogólny takich "komór oscylacyjnych" jest
pokazany na wideo pod adresami
www.youtube.com/watch?v=svbVqGFnkQQ,
www.youtube.com/watch?v=KrjhRNTbpuE, lub
http://video.google.it/videoplay?docid=-6524822319379322289&hl=it.
Z kolei jak owa "komora oscylacyjna" cofa czas do tyłu -
wyjaśniłem to m.in. w punkcie #I1 totaliztycznej strony
evolution_pl.htm - o ewolucji.)
Gdyby już w owym 1985 roku pozwolono mi
podjąć budowę wehikułów czasu, zaraz po
tym jak wypracowałem możliwość i drogę do
ich zbudowania, wówczas do dzisiaj, czyli po
upływie około ćwierć wieku, wehikuły te z całą
pewnością by już działały. Niestety, wielu
ludzi wprost "przegina się do tyłu" aby mi
przeszkodzić w podjęciu tej budowy.
Co ciekawsze, ludzie ci uniemożliwiają mi podjęcie
budowy wehikułów czasu na przekór że wskazałem
wszystkim łatwo sprawdzalny wizualnie przez
każdego, empiryczny dowód na fakt, że czas
rzeczywiście jest zjawiskiem softwarowym i że
faktycznie czas upływa małymi skokami - dokładnie
tak jak działanie czasu wyjaśnia
teoria wszystkiego
zwana
Konceptem Dipolarnej Grawitacji.
Ów empiryczny dowód wizualny na skokowy upływ softwarowego
czasu opisałem dokładnie w punkcie #D1 totaliztycznej strony
immortality_pl.htm - o tym jak nieśmiertelność i życie bez końca są już dziś osiągalne,
a także w punkcie #D2 strony
god_proof_pl.htm - z przeglądem naukowych dowodów na istnienie Boga.
Niestety, jak narazie niemal nikt NIE zważa na istnienie
tego dowodu, ani na perspektywy jakie otwiera on dla ludzi.
W taki oto sposób, mój produktywny czas na
Ziemi zwolna dobiega końca zaś ludzie tracą
szansę na uzyskanie nieśmiertelności, życia bez
końca, oraz "lekarstwa na wszystko" przyjmującego
postać "wehikułów czasu".
#G5.
Jeśli więc czytelniku masz już dosyć lekarstw które "uzależniają" zamiast "wyleczyć", wówczas zacznij popierać budowę "wehikułów czasu":
W coraz intensywniejszej "pogoni za zyskiem" nasza
cywilizacja stopniowo traci z widoku "dobro ludzi".
Jednym z objawów tego tracenia jest m.in., że przykładowo
zamiast opracowywać lekarstwa które "leczą"
choroby, dzisiejsze koncerny farmaceutyczne
promują lekarstwa które "uzależniają" od siebie
i zadowalają się łagodzeniem symptomów. Jeśli
więc ktoś raz zacznie używać owych lekarstw,
jest przez nie zniewalany już do końca życia.
Wielu ludzi o tym NIE wie. Wszakże takich
informacji oficjalnie się nie ujawnia. Cierpią
więc w milczeniu ponieważ NIE mają pojęcia
że istnieje lepsze rozwiązanie. Czas więc aby
owi ludzie się ocknęli i zaczęli naprawianie
tej wypaczonej sytuacji. Wprawdzie w dzisiejszych
systemach ideologicznych ludzkości
nastawionych na maksymilizację zysków,
nawyków owych koncernów farmaceutycznych
NIE daje się już zmienić. Jednak istnieje inny sposób
naprawienia sytuacji poprzez odebranie im
mocy nad ludźmi na drodze zbudowania
"wehikułów czasu". Niniejszym więc mam
propozycję do czytelnika. Zamiast "siedzieć
na rękach" i pasywnie akceptować zło jakie
się wokoło dzieje, czyż nie lepiej byłoby
totaliztycznie
zacząć mi aktywnie dopomagać w moich wysiłkach
podjęcia budowy "wehikułów czasu". Wszakże
udzielenie mi takiej pomocy wcale NIE wymaga
ani funduszy ani znacznego wysiłku. Wszystko
co mi potrzebne to dostęp do laboratoriów
i do prototypowni które już istnieją na licznych
uczelniach, finansowane tam przez podatników.
Z kolei aby otworzyć dla mnie ów (dotychczas
dla mnie zamknięty) dostęp, na obecnym etapie
wystarczy ograniczać swą pomoc do promowania
samej idei wehikułów czasu. (Jak najprościej
udzielić mi owej pomocy - wyjaśniłem to w
punktach #K1 do #K4 strony
immortality_pl.htm - o tym jak nieśmiertelność i życie bez końca są już dziś osiągalne.)
Część #H:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#H1.
Podsumowanie tej strony:
Aż w kilku odmiennych krajach świata
spotykałem się z twierdzeniem, że faktycznie
nasze choroby leczy
Bóg
a NIE lekarstwa czy lekarze.
My jedynie musimy podjąć jakieś działania
lecznicze które są wystarczająco zdeterminowane
aby przekonać Boga, że nam naprawdę zależy
na odzyskaniu zdrowia, oraz które zawierają w
sobie wystarczający ładunek wiedzy aby przekonać
Boga że zasłużyliśmy sobie na odzyskanie
zdrowia. Jeśli zaś się przeglądnie wykaz
niezwykłych metod uzdrawiania i leczenia
opisywanych na tej stronie, wówczas wygląda
na to że powyższe twierdzenie faktycznie
pokrywa się z prawdą.
#H2.
Inne pokrewne strony które również dotyczą tematyki zdrowia i zdrowego życia:
Tych
z czytelników, których zainteresowały zaprezentowane
tutaj informacje na temat tradycyjnych metod
ludowego leczenia, chciałbym poinformować,
że istnieje także kilka innych totaliztycznych stron
internetowych o bardzo podobnje tematyce. Wszystkie
owe strony można wywoływać i uruchamiać za
pośrednictwem
"Menu 2" oraz
"Menu 4".
Z pośród nich, prawdopodobnie najbliższa tematycznie
do niniejszej strony, jest strona o
"tropikalnych owocach".
Zawiera ona m.in. opisy leczniczych własności wielu
owoców ze strefy Pacyfiku, a także wyjaśnia jaki
rodzaj energii ("yang" czy "yin") jest w danych
owocach domunującym.
Kolejna strona o podobnej tematyce, to strona o wsi
"Wszewilki".
Opisuje ona niektóre sprawy związane ze zdrowotnym
wpływem miejsca w jakim się zamieszkuje (tzw. "feng
schui"), a także znane mi przypadki cudownego uzdrawiania.
Tematyka cudownego uzdrawiania omawiana jest także
na stronie o pokrzyżackim zamku w
"Malborku".
Z kolei strona
"plaga"
wyjaśnia m.in. jak przygotować się na nadejście zarazy
właśnie sprowadzonej na Ziemię przez UFOnautów.
Następna strona poświęcona jest opisowi szokującej zbrodni UFOnautów, czyli
tsunami i trzęsienia ziemi technicznie zaindukowanych przez UFOnautów w dniu
26 grudnia 2004 roku. Stronę tą też można wywoływać za pośrednictwem
"Menu 2" i
"Menu 4",
gdzie występuje pod nazwą
"26ty dzień".
Dwie kolejne strony o nazwach
"WTC" i
"Columbia"
ujawniają, że UFOnauci skrycie odparowali również budynki WTC w Nowym Jorku,
oraz strącili na Ziemię amerykański prom kosmiczny Columbia.
Jeszcze inna strona o nazwie
"tornado"
opisuje jak UFOnauci niszczą ludzkość poprzez techniczne indukowanie
morderczych tornad, huraganów i tajfunów.
Kolejna strona o
"UFO-chmurach"
opisuje relatywnie częsty sposób ukrywania się wehikułów UFO przed wzrokiem ludzi.
Ponadto czytelników może też zainteresować strona poświęcona interpretacjom
zdjęć UFO,
a także zdjęć tych
"kosmitów".
Jeszcze inna strona o chińskim
"sejsmografie"
działającym na zasadzie energii "chi" (również dostępna poprzez
Menu 2" i
Menu 4")
wyjaśnia że od niemal 2000 lat znane jest ludziom urządzenie techniczne, które
ostrzega o zbliżającym się trzęsieniu ziemi na długo zanim owo trzęsienie ziemi
zdoła do nas dotrzeć. Jednak UFOnauci blokują zbudowanie tego urządzenia.
Wszakże nie byliby wówczas w stanie nas już tak łatwo niszczyć i mordować.
W końcu strona o nazwie
"zło"
wyjaśnia ilustracyjnie dlaczego UFOnauci szkodzą ludziom na wszelkie
możiwe sposoby, włączając w to także celowe zarażanie ludzi śmiertelnymi
chorobami.
#H3.
Proponuję okresowo powracać na niniejszą stronę po opisy dalszych metod folklorystycznego leczenia:
W celu
poznawania dalszych metod leczenia i uzdrawiania
używanych przez różne narody warto okresowo
powracać do niniejszej strony.
Z definicji strona ta będzie bowiem podlegała dalszemu
udoskonalaniu i poszerzeniom, w miarę jak ja będę
poznawał następne metody leczenia stosowane
przez foklor ludowych krajów które będę odwiedzał.
Warto także okresowo sprawdzać blog totalizmu
o adresie
totalizm.blox.pl/html
(z jego lustrzanymi kopiami dostępnymi pod adresami
totalizm.wordpress.com
oraz
totalizm.myblog.net).
Na blogu tym bowiem wiele zdarzeń omawianych
na tej stronie naświetlane jest dodatkowymi
informacjami spisywanymi w miarę jak zdarzenia
te się rozwijają przed naszymi oczami.
#H4.
Nawet najwięksi sceptycy prawdopodobnie odnotowali
już owe sabotażujące plansze błędowe które nachalnie
pokazują się na każdej stronie internetowej
totalizmu -
włączając w to i niniejszą stronę:
Te plansze nachalnie wmawiające
istnienie rzekomych błędów, prześladują
każdą stronę internetową totalizmu
i zniechęcają oglądających ją ludzi.
Są one kolejnym z niezliczonych sabotaży
jakim
UFOnauci
skrycie okupujący Ziemię poddają wszystko
co dotyczy totalizmu. (Kiedy plansze
te się pokażą, najlepiej jest kliknąć
w nich na "X" lub na "No".) Nawet dla
największych sceptyków owe nachalne
plansze nieistniejących błędów powinny
być wizualnym dowodem że jakaś złośliwa
i dobrze ukryta moc faktycznie sabotażuje
i niszczy strony totalizmu oraz wszystko
inne co z totalizmem się wiąże. Wszakże
jeśli ktoś skopiuje owe strony do
swojego własnego komputera, błędy
te nagle znikają. Strony totalizmu
wogólne nie używają przecież skryptu,
zaś ten rodzaj plansz błędowych może
się pojawić tylko przy obecności źle
napisanych skryptów. (Strony totalizmu
są programowane w języku HTML - całkowicie
bez użycia skryptów.) UFOnauci sprytnie
wstawiają cichcem owe plansze do oprogramowania
systemowego wszystkich serwerów które
goszczą strony totalizmu. Te szczególne
plansze błędów pojawiają się też wyłącznie
na stronach totalizmu. Wszakże ich
jedynym celem jest skryte sabotażowanie
owych stron bez pozostawiania śladu kto
dokonuje owych sabotaży. Na przekór jednak
owego nachalnego sabotażowania i jego dowodów
rzucających się w oczy na każdym kroku,
nadal tylu naiwnych ludzi nie chce
uwierzyć, że Ziemia jest jednak skrycie
okupowana przez szatańskich UFOnautów
jakich działania i intencje totalizm
stara się zdemaskować.
Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj.
dra inż. Jana Pająka
(a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka),
pod jakie można wysyłać ewentualne
uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane
tu pytania, podane są na stronie internetowej
o mnie (dr inż. Jan Pająk - autobiografia).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
Proszę też odnotować, że z powodu mojego
chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie
odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO
wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie
zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora
w tematyce którą ja badam. Dlatego jeśli ktoś
wysyła mi jakąs prośbę, proponuję aby w P.S.
do swego emaila udokumentował że faktycznie
zadał sobie trud przeczytania moich stron internetowych.
Efekt takiego udokumentowania można uzyskać
poprzez zdanie "egzaminu" ze znajomości niektórych moich
stron, znaczy albo przez odpowiedzenie na pytania
przywiązane do konkretnych rodzajów próśb
(np. zadane w punktach #B2 i #B3 strony o
Korei),
albo też poprzez odpowiedzenie chociaż na
jedno z następujących generalnych pytań
(proszę sobie wybrać pytanie zależnie od własnych
zainteresowań). (1) Jak teoria zwana
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
nazywa owe trzy składowe
Boga
które przez chrześcijaństwo nazywane są "Bogiem Ojcem"
albo "Przedwiecznym", "Duchem Świętym" i "Synem Bożym",
oraz która z owych składowych Boga zgodnie z tą teorią
istnieje od nieskończenie dawnych czasów?
(2) Czym, zgodnie z opisami na stronach o
wehikułach czasu,
filozofii pasożytnictwa, oraz o
Bogu
różni się tzw. "wieczyste potępienie" od tzw. "wiecznej szczęśliwości"?
(3) W jakim celu, zgodnie z opisami na stronie
totalizm
kosmicznych krewniaków ludzi w Biblii nazywanych
"serpentami", "smokami", "diabłami", itd., zaś dziś
zwanych "UFOnautami", Bóg konsystentnie klasyfikuje
do kategorii zwierząt a nie ludzi?
* * *
If you prefer to read in English
click on the flag
(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)
Data założenia tej strony internetowej: 15 listopada 2005 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 21 maja 2009 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)