Witam na stronie internetowej absolwentów rocznika 1970
Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. Proszę
odnotować inicjatywę Aleksandra Komorowskiego opisaną
w jego punkcie "#46" z "części #D" poniżej, oraz sprawozdanie
z punktów #B3 i #B3.1 poniżej, informujące że w sobotę i
niedzielę dnia 22 i 23 maja 2010 roku organizowany był
kolejny (trzeci) zjazd naszego rocznika. Wszakże w 2010
upłynęło już 40 lat od zakończenia naszych studiów
(jak ten czas leci)!
Część #A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Zamiast wstępu:
Koledzy i koleżanki. Jak to zwykle w życiu bywa, w miarę jak czas upływa, pogłębia się dystans
pomiędzy nami. Czas aby temu zaradzić. Najlepszym zaś moim zdaniem sposobem ponownego
zacieśnienia wzajemnej więzi, jest przygotowanie strony internetowej naszego roku. Niniejsza
strona jest pierwszym krokiem w kierunku urzeczywistnienia tego zamiaru. (Zasady jej zapisu
wyjaśnione zostały na końcu - po wykazie uczestników naszego roku.)
* * *
Chociaż życie każdego z nas może wyglądać "codziennie", faktycznie to
reprezentujemy sobą ponad 6000 lat ludzkiej historii. Wszakże urodziliśmy
się około 60 lat temu, jest nas zaś razem ponad 100. Niniejsza strona
jest więc nie tylko naszym osobistym linkiem, oraz ciekawostką dla naszych
najbliższych i znajomych, ale także odzwierciedleniem codziennej historii
ostatniego półwiecza naszej planety. Ma ona więc nie tylko znaczenie
uczuciowe i osobiste, ale także historycze i naukowe. Być może że w
przyszłosci stanie się ona przedmiotem naukowych studiów oraz wzorcem
dla innych. Wszakże pokazuje losy znacznej grupy ludzi, których połączyło
braterstwo wspólnego ponoszenia bardzo trudnych studiów przez okres 6 lat.
* * *
Po ogromnie trudnym egaminie wstępnym, w którym około 12 kandydatów
starało się o każde miejsce na naszym roku, w dniu 1 października 1964
roku zaczynaliśmy naukę na ówczesnym 1 roku Wydziału Mechanicznego
Politechniki Wrocławskiej zlokalizowanej w pięknym mieście
Wrocławiu.
Większość z nas miała wówczas tylko 18 lat. Na początku
było nas około 360. Z liczby tej do czasu ukończenia studiów
wykruszyła się znaczna większość, tak że ukończyliśmy studia
w liczbie 106. Poniżej w "części #D" przytoczony jest wykaz
absolwentów naszego roku, oraz zgrubnie opisane losy tych
z nas co zechcieli wzbogacić tą stronę. Z kolei szczegółowsze
opisy, a także zdjęcia ukazujące obecny wygląd niektórych
z nas, zobaczyć można po kliknięciu na nazwisko danego
kolegi lub danej koleżanki z roku. (Zauważ jednak, że tylko
koledzy i koleżanki którzy w "Menu 1" oznaczeni zostali
białymi napisami, dostarczyli dotychczas swoje zdjęcia do
wystawienia na ich osobistych stronach z notkami autobiograficznymi.)
Część #B:
Zjazdy naszego roku:
#B1.
I Zjazd z 1980 roku:
Pierwszy zjazd naszego roku odbył się w 10 lat po ukończeniu przez nas uczelni.
Miał on miejsce na samej POlitechnice Wrocławskiej w dniu
#B1.1.
Nasze grupowe zdjęcie zjazdu z 1980 roku:
Nasz dawny wygląd, a także nasze najnowsze
zdjęcia grupowe, zaprezentowane zostały
na starych zdjęciach zestawionych na
odrębnej stronie o nazwie
pw.htm - Nasz Rok.
Aby przenieść się na tamtą stronę wystarczy
kliknąć na niniejszy
zielony link
albo też uruchomić ją z "Menu 1".
Aby jednak przypomnieć tutaj jak wyglądaliśmy podczas
pierwszego zjazdu naszego roku jaki odbył się w 1980 roku,
poniżej przytaczam nasze zdjęcie grupowe z tamtego
zjazdu nr 1 (owo zdjęcie też jest przytoczone i omówione
na stronie
pw.htm - Nasz Rok).
Zdjęcie 1 (Courtezy Andrzej Kruszyna):
Oto spora proporcja uczestników naszego
roku podczas pierwszego zjazdu z 1980
roku. Jak młodo i optymistycznie wówczas
wygladaliśmy. Ponieważ zdjęcie to wymaga
opisania, postanowiłem wytężyć swoją dosyć
już zaśniedziałą pamięć i przyporządkować
nazwiska do poszczególnych twarzy. Aby ułatwić
innym sprawdzanie i aktualizowanie tego mojego
niezbyt udanego opisu, każdej osobie z tego
zdjęcia przyporządkowałem podwójny numer
podany w nawiasie. Pierwszy człon tego numeru
oznacza stopień schodów na którym dana osoba
stoi, licząc od stopnia schodów najbliższego
obiektywu aparatu. Drugi zaś człon oznacza
pozycję danej osoby stojącej na danym stopniu
schodów, licząc tak jak pismo - od lewej ku
prawej. Osoby których nie zdołałem rozpoznać
oznaczyłem kropkami ... (Kliknij na powyższe
zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu, lub
aby przesunąć je w inne miejsce ekranu.)
(Apeluję tutaj do wszystkich kolegów i koleżanek
o przysyłanie mi nazwisk tych wykropkowanych osób.
Dla ułatwienia poprawek, proszę nazwiska przesyłać
razem z numerami jakie im zostały przyporządkowane,
lub z nazwiskami sąsiadów jacy stoją najbliżej nich.)
Oto nasze zdjęcie, pod nim zaś wykaz osób które
wspólnym wysiłkiem zdołaliśmy dotychczas zidentyfikować:
[Ósmy stopień schodów] - najwyższy: (8-1) Jan Krystian, (8-2) Andrzej Boguski, (8-3) Borysław Niemcewicz, (8-4) Julian Zając, (8-5) Leszek Mozyrko, (8-6) Jan Chodacki, (8-7) ..., (8-8) Prof. Pieczonka.
[Siódmy stopień]: (7-1) Bożena Brzozowska, (7-2) Kazimierz Miernicki, (7-3) Janusz Krassowski, (7-4) Maria Pogost (Mara Fox), (7-5) Bogdan Hełka, (7-6) Tadeusz Łosik, (7-7) Tadeusz Wolski.
[Szósty stopień]: (6-1) Jan Ciejka, (6-2) Jerzy Szczerbina, (6-3) Stanisław Bania (Banerski), (6-4) Grzegorz Średziński, (6-5) Ryszard Łukasiewicz, (6-6) Romuald Niedziela, (6-7) Bernard Dudek, (6-8) ... .
[Piąty stopień]: (5-1) ..., (5-2) ..., (5-3) ..., (5-4) ..., (5-5) ..., (5-6) ..., (5-7) Stanisław Mendelowski, (5-8) Andrzej Golenko (tj. stojący na skraju po prawej stronie, poniżej ma Wieśka Jabłońskiego, powyżej - prof. Pieczonkę).
[Czwarty stopień]: (4-1) Janusz Rudy (za Prof. Zakrzewskim w białej marynarce), (4-2) Marek Przygodzki - milimeter, (4-3) Andrzej Patocki, (4-4) Janusz Bondyra, (4-5) ..., (4-6) ..., (4-7) ..., (4-8) Wiesław Jabłoński.
[Trzeci stopień]: (3-1) Opiekun naszego roku, Prof. Jan Zakrzewski, (3-2) Andrzej Kruszyna, (3-3) Fryderyk Koryciarz, (3-4) Stanisław Przeworek, (3-5) Józef Pielorz, (3-6) Wieslaw Bereś, (3-7) Stanisław Kaczmarczyk, (3-8) Chrystian Prorok - ten stojący za (1-8).
[Drugi stopień] - odnotuj że rozpoczyna się on nie od lewej strony zdjęcia, a za plecami (1-3)]: (2-1) Czesław Medyński, (2-2) Józef Chabiński, (2-3) Mieczysław Cisło, (2-4) Edward Barzycki.
[Pierwszy stopień] - najniższy: (1-1) Janusz Szymkowski, (1-2) Jan Stańczyk, (1-3) Grażyna Rataj, (1-4) nasz ówczesny dziekan, Prof. Hawrylak, (1-5) Halina Chlebosz, (1-6) Jan Pająk, (1-7) córeczka Marka Wahałowicza, (1-8) Marek Wachałowicz.
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
danej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwykle
kliknąć na tą fotografie. Ponadto wiekszość tzw. browserow ktore obecnie
są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na
załadowanie każdej ilustracji do swojego
własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją
zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą
posiadanego przez siebie software graficznego.
Jeśli ktoś życzy sobie przesunąć
jakąś ilustrację (tj. dowolną fotografię lub rysunek) -
znaczy jeśli zechce przemieścić tą ilustrację
w inne miejsce ekranu z którego właśnie ten ktoś
czyta jej opis, a jednocześnie jeśli ów ktoś
zechce pomniejszyć lub skonfigurować odrębne
okienko w którym ilustracja ta się ukaże, wówczas
powinieneś uczynić co następuje: (1) kliknąć na
tą ilustrację aby spowodować jej pojawienie się
w odrębnym nowym okienku, (2) upewnić się że
to nowe okienko jest przełączone na możliwość
jego przekonfigurowywania i przemieszczania
(w tym celu należy rzuć okiem na środkowy kwadracik
z owych trzech kwadracików obecnych w jego
prawym górnym rogu - kwadracik ten powinien
zawierać w sobie obraz tylko jednego ekraniku,
jeśli więc widnieją tam aż dwa ekraniki wówczas
trzeba na nie kliknąć tak aby zmienić je w jeden
ekranik), (3) zmniejszyć wymiary tego odmiennego
okienka (z danym zdjęciem lub rysunkiem) poprzez
"złapanie" myszą jego prawego-dolnego narożnika
i przesunięcie tego narożnika w górę-lewo aby
otrzymać rozmiar tego odrębnego okienka jaki
sobie życzymy mieć (odnotuj że kiedy raz zmniejszymy
rozmiar pierwszej takiej ilustracji, wówczas wszelkie
następne kliknięte ilustracje pojawią się już w owych
zmniejszonych rozmiarach - chyba że je ponownie
powiększymy w taki sam sposób), a następnie (4)
przemieść to odmienne okienko z ilustracją w miejsce
strony internetowej w którym zechcemy je oglądać.
(Aby je przemieścić należy złapać je myszą za ten
niebieski pasek na jego górnej krawędzi). Odnotuj
też, że jeśli przesuniemy (suwakiem) tekst danej
strony kiedy go czytamy, wówczas owo nowe
odrębne okienko z dodatkowym rysunkiem nagle
zniknie. Aby je ponownie przywrócić w nowe położenie
strony musimy kliknąć na jego "ikonkę" (nazwę)
istniejącą w najniższej części ekranu.
#B2.
II Zjazd z września 1995 roku z okazji 50-lecia Politechniki Wrocławskiej:
Drugi z kolei zdjazd naszego roku odbył się
we wrześniu 1995 roku,
w 25 rocznicę ukończenia przez nas uczelni,
a jednocześnie z okazji 50-lecia Politechniki
Wrocławskiej. Zdjęcie grupowe z owego
drugiego zjazdu dostarczone zostało przez
Andrzeja Kruszyna
i pokazane jest poniżej jako "zdjęcie 2":
Zdjęcie 2 (Courtezy Andrzej Kruszyna).
Uczestnicy drugiego zjazdu absolwentów
rocznika 1970 Wydziału Mechanicznego
Politechniki Wrocławskiej.
Oto wykaz osób ze zdjęcia:
[pierwszy rząd] - najbliższy obiektywu aparatu: (1-1) Janusz Szymkowski, (1-2) Edward Jakubiszyn,
(1-3) Bożena Brzozowska (Ciałkowska), (1-4) Prof. Jan Koh, (1-5) Andrzej Boguski?, (1-6) ..., (1-7) Stanisław Bania (Banerski)?.
[drugi rząd] - najbliższy wejścia do starego budynku I-24: (2-1) Kazimierz Miernicki?, (2-2) Andrzej Kruszyna,
(2-3) ..., (2-4) ... .
#B3.
III Zjazd, 22-23 maja 2010 roku, z okazji 40-lecia ukończenia Politechniki Wrocławskiej:
Trzeci zjazd naszego rocznika odbył się
w sobotę i niedzielę, 22 i 23 maja 2010 roku,
czyli w 40 lat po ukończeniu przez nas uczelni.
Komunikat owego zjazdu przytoczony jest
poniżej.
#B3.1.
Sprawozdanie ze zjazdu w 2010 roku:
III ZJAZD ABSOLWENTÓW WYDZIAŁU MECHANICZNEGO 1970. POLTECHNIKI WROCŁAWSKIEJ.
Duszniki-Zdrój 22 i 23 maja 2010 roku.
Propozycję zorganizowania III zjazdu absolwentów wydziału mechanicznego 1970 roku Politechniki Wrocławskiej, zaproponował jeden z naszych kolegów Aleksander Komorowski. Propozycja została opublikowana na stronie internetowej wraz ze wstępnym programem zjazdu. Zaraz po opublikowaniu propozycji rozpoczął się okres poszukiwania kontaktów z koleżankami i kolegami. Bardzo przydatna okazała się strona opracowana przez naszego kolegę Jana Pająka mieszkającego aktualnie w Nowej Zelandii, zawierająca numery telefonów oraz adresy e-mailowe.
Przyznać trzeba, że aktywnymi podczas poszukiwania kontaktów okazali się: Maria Pogost (Mara Fox) mieszkająca w USA, Jan Kolenda mieszkający w Wałbrzychu, Grzegorz Średziński mieszkający w Dusznikach-Zdroju, Andrzej Kruszyna mieszkający w Radomiu oraz pomysłodawca zorganizowania zjazdu Aleksander Komorowski mieszkający w Jastrzębiu-Zdroju. Po wstępnej akceptacji zorganizowania zjazdu przez koleżanki i kolegów utworzył się komitet organizacyjny (czytaj samozwańczy komitet organizacyjny) w którego skład weszli: Grzegorz Średziński, Jan Kolenda, Zdzisław Bańkowski oraz Aleksander Komorowski.
Po ustaleniu wszystkich szczegółów zjazdu rozesłano zaproszenia do potencjalnych uczestników zjazdu. Wydawało się w pewnym momencie, że w zjeździe może zabraknąć koleżanki i kolegów mieszkających w USA i Kanadzie z powodu długotrwałej erupcji przez jeden z wulkanów w Islandii, kolejną przeszkodą była powódź która nawiedziła południowo-zachodnią część Polski. Jednak więzi jakie zawiązały się w okresie studiów okazały się silniejsze. W zjeździe uczestniczyło 50 osób. Zabrakło Stanisława Dzidowskiego któremu powódź we Wrocławiu zagrażała mieszkaniu.
Program zjazdu przedstawiał się następująco:
Sobota, 22.05.2010 roku:
12,00 - 15,00 * przyjazd uczestników zjazdu, powitanie przybyłych uczestników, zakwaterowanie uczestników w hotelu.
15,15 * zbiórka chętnych uczestników III zjazdu i wyjazd autokarem na
mszę św. w intencji uczestników zjazdu i zmarłych kolegów.
17,30 * rozpoczęcie III zjazdu „Duszniki-Zdrój 2010”.
19,00 * wykonanie wspólnego zdjęcia wszystkich uczestników zjazdu.
20,00 * rozpoczęcie bankietu.
Niedziela 23.05.2010 roku:
9,00 - 10,00 * wspólne śniadanie, wręczenie okolicznościowych dyplomów, dyskusja, podjęcie wspólnych wniosków przez uczestników zjazdu,
10,00 - 14,00 * spotkania w podgrupach, strzelanie na strzelnicy.
14,00 * wspólny obiad, zakończenie zjazdu.
Rozpoznanie przybywających koleżanek i kolegów oraz zaproszonych gości było bardzo zabawne i wesołe, bowiem czasami po przywitaniu mieliśmy problem kto to jest, bo witający zasłaniali przypięte identyfikatory, które wręczały przybywającym dwie przemiłe wnuczki Grzegorza Średzińskiego. Każdy otrzymał ponadto program zjazdu oraz wykaz uczestników zjazdu z numerem pokoju oraz telefonu.
Około godziny 15,00 prawie w komplecie pojechaliśmy podstawionym autokarem do centrum Dusznik na mszę świętą w intencji uczestników zjazdu oraz zmarłych kolegów. Przyznać należy, że msza była odprawiana przez młodego kapłana a kazanie wyjątkowo trafnie skierowana do nas. Po mszy wykonaliśmy zdjęcia grupy uczestniczącej we mszy św. przed ołtarzem. Następnie autokarem udaliśmy się do hotelu gdzie niezwłocznie rozpoczęło się uroczyste rozpoczęcie zjazdu. Na początku każda koleżanka i osoba towarzysząca płci pięknej otrzymała czerwoną różę.
Słowo wstępne skierował do uczestników gospodarz zjazdu Grzegorz Średziński oraz inicjator zjazdu Aleksander Komorowski. Następnie Ryszard Łukasiewicz odczytał przesłanie Jana Pająka z Nowej Zelandii do uczestników zjazdu. Jego treść została wysłuchana ze wzruszeniem. Potem każdemu z absolwentów głos udzielał Zdzisław Bańkowski. Poszczególne wypowiedzi miały trwać 1 minutę i w ciągu tego czasu należało opisać okres ostatnich 40-tu lat. Było to zadanie trudne ale nie niemożliwe dla absolwentów naszego rocznika. Często gospodarz zjazdu dyscyplinował gadatliwych kolegów dzwonkiem.
Zaraz po godzinie19,00 zjawił się zamówiony fotograf który wykonał nam zbiorowe zdjęcie, a po upływie kolejnych dwóch godzin każdy z nas miał w rękach gotowe zdjęcie.
O godzinie 20,00 po przygotowaniu sali oraz zespołu muzycznego, rozpoczął się bankiet. Bankiet przebiegał na luzie. Często przypominając wydarzenia jakie miały miejsce w okresie studiów tj. latach 1964-1970. Kolega Aleksander Komorowski odczytał treść przyrzeczeń uczestników III zjazdu „Duszniki-Zdrój 2010” które zebrani zaakceptowali, a mianowicie:
Czy przyrzekacie:
• conajmniej raz w roku wspominać mile spędzone chwile na tym spotkaniu – przyrzekamy,
• przyjeżdżać na następne spotkania, jeżeli zdrowie dopisze i fundusze będą wystarczające – przyrzekamy,
• utrzymywać kontakty między koleżankami i kolegami obecnymi na tym spotkaniu – przyrzekamy,
• czynić starania, aby nawiązać kontakty z koleżankami i kolegami nieobecnymi na tym spotkaniu i spowodować aby wzbogacili grono następnych spotkań – przyrzekamy,
• mile wspominać ciekawe i w miarę prawdziwe chwile z okresu studiów i przekazywać je innym – przyrzekamy.
Trzeba zaznaczyć, że przebieg bankietu był urozmaicany występami kolegów, szczególnie należy wymienić solowy śpiew Janusza Rutańskiego oraz Jerzego Szczerbiny, który akompaniując na akordeonie śpiewał. Wszyscy uczestnicy otrzymali śpiewniki wydane przez Politechnikę Wrocławską, które ułatwiały wspólne śpiewy oraz okolicznościowe znaczki wydane przez politechnikę. Wspólny bal zakończył się ok. godziny 3,00, a niekiedy w podgrupach trwał do białego rana. Po krótkim odpoczynku trwającym od 3 do 6 godzin odbyło się wspólne śniadanie na którym organizatorzy wręczyli pamiątkowe dyplomy każdemu z absolwentów.
Pod koniec śniadania Aleksander Komorowski podziękował wszystkim aktorom (uczestnikom) zjazdu, za zaufanie jakim obdarzyli organizatorów ze szczególnym podziękowaniem dla Marii Pogost, Janusza Rutańskiego oraz Jerzego Szczerbiny.
Wręczył w imieniu uczestników zjazdu podziękowanie za przygotowanie zjazdu: gospodarzowi spotkania Grzegorzowi Średzińskiemu, skarbnikowi Janowi Kolendzie oraz Zdzisławowi Bańkowskiemu.
Pod koniec śniadania rozpoczęła się dyskusja o kończącym się zjeździe oraz o planach zorganizowania następnych zjazdów, bowiem w okresie minionych 40 - tu lat odbyło się zaledwie trzy ( 1980 r, 1995 r, i obecny 2010 r. !!!!!!!!. Ustalono następny zjazd w maju 2012 roku, sugerując aby obecni organizatorzy przystąpili do organizacji pod koniec 2011 roku.
Dodatkowo uczestnicy zjazdu otrzymali ufundowane przez Burmistrza Dusznik naszego kolegę Grzegorza Średzińskiego, materiały promujące miasto w którym odbywaliśmy III zjazd. Do wspólnego obiadu o godzinie 14,00 trwały spacery, strzelanie na pobliskiej strzelnicy oraz dyskusje w małych grupach dotyczące szczególnie wspomnień z okresu studiów bądź okresu po studiach. Odnotować należy, że obecność zaproszonych gości znacząco wpłynęła na przebieg zjazdu.
Miło było słuchać, że organizatorzy zjazdu zorganizowali tak miłą atmosferę, program. Takie słowa wypowiadane przez poszczególne osoby są nagrodą dla organizatorów tego zjazdu i mobilizujące dla przyszłych organizatorów następnych zjazdów. Podczas zjazdu organizatorzy udostępnili okolicznościową pieczęć, którą można było oznakować otrzymane pamiątki.
Do zobaczenia na IV zjeździe w maju 2012 roku.
Uczestnik zjazdu AGK
Ewentualne uwagi, sprostowania można przesłać na adres e-mail agk13@onet.pl
Zdjęcie 3 (Courtezy Aleksander Komorowski). Zbiorowe zdjęcie uczestników III zjazdu absolwentów Wydziału Mechanicznego
Politechniki Wrocławskiej 1970. Duszniki-Zdrój 22 i 23 maja 2010 roku. (Przepraszam za niską rozdzielczość powyższego skanu,
z powodu której nie daje się rozróżnić rysów poszczególnych twarzy. Już zostały jednak podjęte starania aby zdobyć oryginalną
wersję elektroniczną tego zdjęcia - na której rozdzialczość powinna być na wystarczającym poziomie dla wydobycia wszystkich
szczegółów.)
Pokazani na zdjęciu:
1. Edward Barzycki,
2. Ryszard Kaczmarski – gość zjazdu,
3. osoba towarzysząca Ryszardowi Kaczmarskiemu,
4. Maria Pogost (Mara Fox),
5. osoba towarzysząca Stanisławowi Mendelowskiemu,
6. Stanisław Mendelowski,
7. osoba towarzysząca Józefowi Chabińskiemu,
8. Józef Chabiński,
9. Aleksander Komorowski,
10. osoba towarzysząca Ryszardowi Łukasiewiczowi,
11. Janusz Mstowski,
12. Ryszard Łukasiewicz,
13. Bożena Ciałkowska (Brzozowska),
14. Zdzisław Bańkowski,
15. Halina Szaro (Chlebosz),
16. Józef Choroba,
17. Bernard Dudek,
18. Stanisław Kaczmarczyk,
19. Janusz Krassowski,
20. Stanisław Banerski (Bania),
21. Kazimierz Grzelak,
22. Maciej Rusin,
23. Kazimierz Miernicki,
24. Mieczysław Pytel – gość zjazdu,
25. Henryk Górgól,
26. Waldemar Dziurzyński,
27. Jerzy Hołdyk,
28. Wiesław Jabłoński,
29. Andrzej Patocki,
30. osoba towarzysząca Romanowi Sperzyńskiemu,
31. Roman Sperzyński,
32. Janusz Rutański,
33. Andrzej Golenko,
34. osoba towarzysząca Józefowi Pielorzowi,
35. Józef Pielorz,
36. Janusz Szymkowski,
37. Jan Kolenda,
38. Janusz Kwasecki,
39. Jerzy Szczerbina,
40. Czesław Medyński,
41. Krzysztof Janik,
42. Jan Zakrzewski,
43. Bogdan Hełka,
44. Grzegorz Średziński,
45. Marek Przygodzki,
46. Mieczysław Cisło,
47. Janusz Dziuk,
48. Tadeusz Łosik,
49. osoba towarzysząca Januszowi Bondyrze,
50. Janusz Bondyra.
Część #C:
Aby móc być w kontakcie, konieczne jest udostępnienie swego emaila:
#C1.
Jeśli komuś z koleżanek lub kolegów zawieruszyły się adresy reszty
naszego roku, ja mam je wszystkie i mogę je dosłać na życzenie:
W miarę jak nasz wiek się zwiększa, otaczające
nas przedmioty coraz częściej płatają nam figle.
Gdyby więc się zdarzyło że komuś z naszego
roku zaginą adresy do reszty z nas, wówczas
proszę do mnie napisać (najlepiej szybki
email), lub zadzwonić, zaś ja chętnie doślę
lub przedyktuję te adresy. Moje dane kontaktowe
podane są w punkcie #69 z części #D poniżej
na tej stronie.
#C2.
Dlaczego mimo wszystko warto dodać swój email do wykazu kontaktów z niniejszej strony:
Każdy z nas wchodzi obecnie w raczej
nietypowy okres życia. Odejście na emeryturę
i nagłe odzyskanie całego tego wolnego
czasu, układanie sobie własnego życia
przez nasze dzieci, pojawienie się starczych
dolegliwości, konfrontowanie naszej śmiertelności,
filozoficzne rozważania i dylematy typu
"a co potem", itd., itp. Oczywiście, w takich
czasach dobrze jest utrzymywać więzi ze
swoimi dawnymi kolegami z roku. Wszakże
oni są w dokładnie tej samej co my sytuacji.
Konfrontują oni też dokładnie te same co my
dylematy, kłopoty, uczucia, dolegliwości,
problemy, obawy, zapytania, itp.
Naprawdę warto więc dodać swój email lub
inny kontakt do wykazu kontaktów z tej strony.
Warto też napisać jakiś email do tych z naszych
dawnych kolegów, których kontakt został już
poniżej przytoczony. Wszakże w kupie wszystko
przychodzi raźniej.
Tak się jakoś składa, że jako jeden z nielicznych
naukowców na świecie dokonywałem badań tego
czym w nadchodzącej sytuacji wielu z nas zacznie
teraz szczególnie się interesować. Wszakże moja
teoria wszystkiego
zwana
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
wykazuje jednoznacznie że poza naszym "światem
fizycznym" istnieje jeszcze jeden ukryty "przeciw-świat"
zapełniony unikalną substancją posiadającą cechy
"płynnego komputera". Wyniki swych badań
opublikowałem aż na kilku powszechnie-dostępnych
stronach internetowych. Aczkolwiek tzw. pewność
i przekonanie to coś co każda osoba musi wypracować
oddzielnie sama dla siebie, być może iż naukowy
materiał dowodowy jaki zdołałem zgromadzić okaże
się przydatny dla znajdowania odpowiedzi na pytania
i dylematy jakie obecnie konfrontujemy. Ponadto ów
materiał dowodowy dostarcza podstawy do ewentualnego
podjęcia konstruktywnej i pozbawionej uprzedzeń dyskusji.
Dlatego, tak na wszelki wypadek, przytaczam tutaj
linki do najważniejszych z owych stron z materiałem
dowodowym. Oto one:
soul_proof_pl.htm,
god_proof_pl.htm,
immortality_pl.htm (szczególnie patrz tam punkt #D5).
#C3.
Nie bójmy się włączyć swego emaila do niniejszej strony:
Żyjemy w czasach szerzenia publicznych
panik oraz wzajemnego straszenia się.
Politycy straszą nas wojnami, ekonomiści -
kryzysami, medycy - pendemiami,
telewizja - oszustwami emailowymi, itp., itd.
Nic dziwnego że ci z nas co mają czas aby
oglądać dzisiejsze programy telewizyjne
mogą posądzać iż emaile są największym złem
jakie nastało na Ziemi od czasów bibilijnych plag.
Zapewne nie muszę jednak tutaj wyjaśniać, że
owo straszenie w telewizjach o rzekomych
niebezpieczeństwach publicznego podania swego emaila,
jest wysoce wyolbrzymiane. Wszakże jedyne co nam
wówczas zagraża to że ktoś niepowołany wyśle
nam email. W takim jednak wypadku wcale NIE
musimy na email ten odpowiadać. Z mojego
prywatnego doświadczenia wynika, że jedynym
faktycznym niebezpieczeństwem jakie na nas
sprowadza publiczne podanie swego emaila,
jest że ktoś może nam wysłać zdjęcie jakiejś
nagiej piękności, zaś my musimy potem gęsto
się tłumaczyć swojej żonie - jeśli to przy niej
przypadkowo otworzymy taki email. Inne
emailowe niebezpieczeństwa jakie często
opisują w telewizji, takie jak np. tzw. "spam"
(czyli otrzymywanie emaili od nieznanych nam osób),
czy "scam" (czyli próby oszustów najróżniejszych
maści aby emailowo namówić nas np. na zainwestowanie
naszych pieniędzy w jakimś nieistniejącym
banku czy przedsięwzięciu z Afryki), są zupełnie
niegroźne - jeśli tylko używamy zdrowego
rozsądku przy czytaniu otrzymywanych
emailów oraz jeśli trzymamy się zasady
aby nigdy NIE otwierać załączników które
przyszły z emailami nieznanych nam osobników.
Rzeczywistość w sprawie emailów faktycznie
jest taka, że podobnie jak wszystko inne, owszem
emaile i internet też mają swoje wady - jednak
są równocześnie wysoce użyteczne.
Wszakże pozwalają one utrzymywać kontakt szybko,
tanio i wygodnie w sytuacjach kiedy normalnie
nie pozwoliliśmy sobie na pozostawanie w kontakcie.
Pozwalają one także wymieniać łatwo informacje i
uzgodnienia, udostępniać innym nasze zdjęcia,
opisy, dane i dowcipy, oraz dokonywać dziesiątków
innych działań bardzo na czasie w naszej sytuacji.
Wszystko zaś co nam potrzeba abyśmy mogli tak
trzymać się razem, to poumieszczać nasze adresy
emailowe na tej stronie - tak aby inni z naszego
roku mieli możność aby do nas napisać.
Warto tutaj też wspomnieć, że jeśli ktoś faktycznie
boi się jawnego podania na tej stronie swego
prywatnego adresu emailowego, lub jeśli posiada
jedynie email do pracy którego jego pracodawca
zabrania używać w celach prywatnych, wówczas
ciągle istnieje jeszcze inne wyście. Mianowicie,
każdy może wyrobić sobie specjalny "darmowy"
adres emailowy - który daje się potem przeznaczyć
wyłącznie do publicznego użytku i do opublikowania
na tej stronie. Wszakże w internecie istnieją serwery
które rzeczywiście za darmo wszystkim chętnym
oferują własny adres emailowy. Jeśli zna się język
angielski, wówczas adres taki można dla siebie
założyć nawet na najlepszym z takich darmowych
serwerów - który ma adres
gmail.com
(ja sam też używam ten właśnie email). Natomiast
jego niemal równie dobry polski odpowiednik ma adres
poczta.wp.pl.
Po wejściu na taki serwer (np. poprzez kliknięcie
na powyższy jego zielony adres) wystarczy wypełnić
mały formularz i już się ma swój własny darmowy adres
internetowy. Adres ten potem można opublikować
już bez obaw na niniejszej stronie - tak aby za jego
pośrednictwem utrzymywać kontakt z resztą naszego
roku.
Powinienem też dodać, że swój własny adres emailowy
można również posiadać i używać nawet jeśli NIE
ma się komputera czy internetu w domu. Wszakże
wówczas można wysyłać i odbierać emaile z tzw.
"cyber cafe" (ewentualnie z komputera w pracy).
W Nowej Zelandii taka "cyber cafe" kosztuje
$5 za godzinę, zaś słyszałem że w niektórych
miastach Polski godzina użycia internetu kosztuje
w "cyber cafe" zaledwie 3 złote. Szczerze mówiąc,
to ja również nie mam dostępu do internetu we
własnym domu, a wszelkie potrzeby internetowe
zaspokajam sobie właśnie za pośrednictwem
takiej "cyber cafe". Do dzieła więc ci z kolegów
i koleżanek, którzy NIE podali mi jeszcze swoich
emailów do umieszczenia na niniejszej stronie.
Pozakładajmy więc sobie wreszcie te adresy,
prześlijmy je do umieszczenia na tej stronie (po
mój adres patrz punkt #69 w "części #D" poniżej),
oraz zacznijmy się ze sobą kontaktować nieco
częściej niż dotychczas.
Część #D:
Imienne informacje i kontakty jakie posiadamy na temat poszczególnych z nas:
#1.
Stanisław Bania:
Staszek mieszkał w Raciborzu a kilka lat temu
przeniósł się do Warszawy. Jak dotychczas
zawiodly wszelkie próby odnalezienia jakichś
danych kontaktowych do niego.
#3.
Edward Barzycki:
Losy rzuciły Edwarda do USA, gdzie mieszka
w Chicago. Można się z nim skontaktować pod
numerem telefonu domowego (0-01-773) 283-82-36.
Posiada on też adres dla kontaktów emailowych, mianowicie:
ed_barzycki@yahoo.com.
#4.
Wiesław Bereś:
Losy rzuciły Wieśka do Kanady, gdzie przebywa
obecnie (tj. w 2004 roku).
#8.
Janusz Bondyra:
Losy rzucily Janusza do Kanady. W 2004 roku
adres strony internetowej jego firmy produkującej
katalizatory do samochodów (Emico Technologies Inc.) brzmiał
www.emico-catalytic.com.
Można się z nim skontaktować przez jego adres emailowy
jbondyra@on.aibn.com.
#9.
Dr hab. inż. Bożena (Brzozowska) Ciałkowska:
Losy pozwoliły Bożenie pozostać na Politechnice
Wrocławskiej, gdzie pracuje do dzisiaj w Zakładzie
Obróbki Wiórowej, Ściernej i Erozyjnej (Z4) z
Instytutu Technologii Maszyn i Automatyzacji.
Jej profil zawodowy oraz dorobek opisane są
na stronie internetowej jej instytutu, jaką dostępna
jest pod adresem
www.itma.pwr.wroc.pl.
Jej zainteresowania badawcze obejmują badanie
zjawisk występujących w procesie rozdzielania
materiałów trudnoobrabialnych narzędziami
strunowymi z nasypem ziaren diamentowych.
Podstawy teoretyczno-doświadczalne przecinania
strunowego. Technologie wytwarzania narzędzi
strunowych oraz ustalenie warunków i parametrów
cięcia materiałów trudnoobrabialnych. W dniu
18 listopada 2009 roku Bożena obroniła kolokwium
habilitacyjne na temat ''Cięcie struną zbrojoną
materiałów trudnoobrabialnych''. W chwili obecnej
Bożena należy więc już do ekskluzywnego klubu
ludzi z tytułem "dr hab."
Z Bożeną można się skontaktować pod numerem telefonu
do pracy (071) 320-42-16 lub do laboratorium (071) 320-20-68 (od 9 do 17) lub
telefonu domowego (071) 348-92-86, albo też
poprzez jej adres emailowy
Bozena.Cialkowska@pwr.wroc.pl.
#10.
Józef Chabiński:
Losy pozwoliły Józkowi mieszkać i pracować
we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować
pod numerem telefonu do pracy (071) 324-54-54
(od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 324-91-57,
albo też poprzez jego adres emailowy
strategia@hydral.com.pl.
Jego telefon komórkowy ma numer (0) 605-221-301.
#14.
Mieczysław Cisło:
Mieczysław i jego żona Barbara mieszkają w Legnicy
przy ulicy Asnyka. Można się z nimi skontaktować
poprzez numer telefonu (01033 76) 722-57-11.
Jego telefon komórkowy ma numer (0) 801-802-803.
#18.
Prof. dr hab. inż. Edward, Stanisław Dzidowski:
Wszyscy możemy być dumni ze Staszka i jego
osiągnięć. Możemy się z nim kontaktować pod
numerem telefonu do pracy (071) 320-40-98
(od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 355-27-64,
albo też poprzez jego adres emailowy
edward.dzidowski@pwr.wroc.pl.
#20.
Waldemar Dziurzyński:
Losy rzuciły Waldka do USA, gdzie przebywa
od polowy lat 1980-tych. Obecnie mieszka
w Laguna Niquel, Kalifronia, USA.
Możemy się z nim kontaktować pod
numerem telefonu do domu 1 (949) 470-1616,
albo też poprzez jego adres emailowy
waldski@yahoo.com.
#24.
Andrzej Golenko:
Andrzej mieszka we Wrocławiu. Można się z nim
skontaktować poprzez numer telefonu (071) 324-28-89.
Jego adres emailowy jest jak następuje:
andrzej.golenko@pwr.wroc.pl.
#25.
Henryk M. Górgól:
Losy pozwolily Heńkowi pracować we Wrocławiu.
Jest wiceprezesem Zakładu Odlewniczego ALWRO
S.A. we Wrocławiu, ul. Karwińska 1, tel. (071) 3427431.
Można z nim się tam skontaktować pod emailem
sekretariat@alwro.com.pl.
#32.
Jerzy Hołdyk:
W lipcu 2004 roku adres Jerzego był jak następuje
ul. Zbożowa 13, 43-300 Bielsko-Biała. (Telefonu
nie udało się ustalić.)
#33.
Witold Imiołczyk:
Witold mieszka we Wrocławiu. Można się z nim
skontaktować pod numerem telefonu (071) 357-01-43.
#34.
Wiesław J. Jabłoński:
W lipcu 2004 roku adres Wiesława był jak następuje
ul. Kotlarska 11c m. 50, Katowice. (Telefonu
nie udało się ustalić.) Można też próbować
kontaktować się z nim emailowo poprzez adres
jablonskiw1@wp.pl.
#35. Sw.P.
Edward Jakubiszyn:
Niestety, Edward zmarł w 1999 roku. Był prezesem
w Fabryce Maszyn Budowlanych FAMABA w Głogowie.
#37.
Krzysztof Janik:
Losy rzuciły Krzysztofa i jego żonę Elżbietę do
USA, gdzie mieszka niedaleko od Nowego Jorku.
Kontakt z nim można uzyskać poprzez jego numer
telefonu 315-446-8177, albo też poprzez jego
adres emailowy. Do grudnia 2009 roku adres
emailowy Krzysztofa był:
cjanik@twcny.rr.com.
Począwszy zaś od 21 grudnia 2009 roku
założył on sobie nowe konto na Gmail, o adresie:
kjanik@gmail.com.
#46.
Aleksander G. Komorowski:
Szanowne koleżanki i koledzy,
Pozwoliłem sobie napisać kilka słów po blisko
40-tu latach jakie upłynęły od ukończenia studiów
na Wydziale Mechanicznym Politechniki
Wrocławskiej w 1970 roku. Po ukończeniu
studiów odbywałem roczny staż asystencki
w jednym z Zakładów Instytutu Technologii
Budowy Maszyn, który prowadził wspaniały
szef i człowiek ówczesny doc. dr inż.
Władysław Kaczmar.
Następnie pracowałem w dozorze jednej z kopalni
Rybnickiego Okręgu Węglowego i potem na
stanowisku kierowniczym w Przedsiębiorstwie Energetyki
Cieplnej w Jastrzębiu-Zdroju. W 2010 roku osiągnąłem
wiek dojrzały – czytaj emerytalny, pracowałem
jednak dalej na tym samym stanowisku aż do
1 lipca 2010 roku.
Osiadłem w Jastrzębiu-Zdroju na stałe, posiadam
okazały dom, wspaniałą żonę oraz dwóch synów.
W związku, że w 2010 roku minęło 40 lat
od ukończenia wspólnych studiów, zaproponowałem
z tego powodu zorganizowanie spotkania koleżanek
i kolegów. Spotkanie to odbyło się w Dusznikach-Zdroju,
było 2 dniowe, w dniach 22 do 23 maja 2010 roku.
Przesyłam pozdrowienia, życzę zdrowia i dalszej
aktywności na polu odkrywania tajemnic naszego
pobytu na tej wspaniałej planecie - ziemi.
Aleksander Grzegorz Komorowski
Mój telefon domowy (+48) 32-47-19-655 wieczorem; tel. kom. 0-531-041-381.
Email:
agk13@onet.pl
(przed odejściem na emeryturę w dniu 1 lipca 2010 roku, mój email był
akomorowski@pecjastrzebie.com
- jednak obecnie ten adres przestał już być ważny).
Do usłyszenia, a najlepiej do osobistego spotkania się jeszcze w tym wcieleniu !!!!!!
#48.
S.p. Prof. dr hab. inż. Zbigniew Korzeń:
Niestety, Zbyszek odszedł od nas w 2003 roku,
przy samym szczycie swojej kariery zawodowej.
W chwili śmierci był już po habilitacji i otrzymał
tytuł profesora. Jego grób znajduje się na
cmentarzu komunalnym we Wrocławiu.
#51.
Janusz K. Krassowski:
Losy pozwoliły Januszowi mieszkać i pracować
we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować
pod numerem telefonu do pracy (071) 33-484-40
(od 9 do 17) lub poprzez telefon/fax (071) 33-484-08,
albo też poprzez adres emailowy do zakładu pracy
temer@temer.pl.
Jego sp.z.o.o (Temer) ma też
własną stronę internetową o adresie
www.temer.pl.
Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-899-677.
#52.
Andrzej Kruszyna:
Losy rzuciły Andrzeja do Radomia, gdzie prowadzi
wysoce aktywne życie. Można się z nim skontaktować
pod numerem telefonu domowego (048) 36-218-66,
albo też poprzez jego adres emailowy
a.m.kruszyna@wp.pl.
#64.
Leszek Mozyrko:
Losy pozwoliły Leszkowi mieszkać i pracować
we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować
pod numerem telefonu do pracy (071) 341-65-01
(od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 368-70-72,
albo też poprzez jego adres emailowy
LMoz@op.pl.
Jego telefon komórkowy ma numer (0) 605-993-940.
#65.
Janusz Mstowski:
Losy rzuciły Janusza do Sulechowa, gdzie wspina
się na szczyty. Można się z nim skontaktować
pod numerem telefonu do pracy na Uniwersytecie
Zielonogórskim (068) 3282349 lub 3282454, lub
na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w
Sulechowie (068) 352-84-19; lub pod numerem
telefonu domowego (068) 453-38-69. Można też
napisać do niego na jego adresy emailowe
j.mstowski@pwsz.sulechow.pl, lub
j.mstowski@iizp.uz.zgora.pl.
Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-93-45-11.
#69. Dr inż. Jan Pająk:
Po ukończeniu Politechniki Wrocławskiej, od
1970 aż do 1982 roku, czyli przez cały okres
zatrudnienia w kraju, pracowałem w jednej i tej
samej instytucji - którą była nasza Politechnika.
Przez większość czasu byłem tam
zatrudniony na stanowisku "adiunkta" (który jest
polskim odpowiednikiem dla pozycji "Reader"
w angielskim systemie uniwersyteckim). W kwietniu 1982 roku
odleciałem do Nowej Zelandii. Tak zostałem emigrantem.
Poza Nową Zelandią
wykładałem również na Cyprze, w Malezji,
na tropikalnej wyspie Borneo, zaś niedawno
(tj. w 2007 roku) w Południowej Korei.
Najwyższą pozycją jaką zajmowałem w
Nowej Zelandii była pozycja "starszego asystenta"
(tj. "Senior Lecturer") na Uniwersytecie Otago
w latach 1988 do 1990. Z kolei moją najwyższą
pozycją zajmowaną poza Nową Zelandią - będącą
zarazem moją najwyższą pozycją życiową, była
pełna profesura na renomowanym Uniwersytecie
Ajou w Korei. Na tą pełną profesurę miałem zaszczyt
zostać zaproszony w 2007 roku (wykaz przedmiotów
jakie m.in. tam wykładałem zawarty jest na stronie
pajak.fateback.com -
powtórzonej również pod adresem
pajak.6te.net).
Za swoje największe osiągnięcia życiowe uważam
(1) opracowanie teorii wszyskiego zwanej
Konceptem Dipolarnej Grawitacji (KDG),
oraz (2) filozofii zwanej
totalizm,
a także (3) wynalezienie rodziny dyskoidalnych
statków międzygwiezdnych zwanych
magnokraftami -
szczególnie zaś wynalezienie (4) zasady
działania "magnokraftu trzeciej generacji" który
po zbudowaniu będzie działał jako
wehikuł czasu
(w ten sposób pozwalając ludziom na osiąganie
nieśmiertelności poprzez powtarzalne cofanie
ich do lat młodości za każdym razem kiedy
dożyją oni do wieku starczego). Za istotne swe
osiągnięcie życiowe uważam również (5)
wynalezienie i rozpracowanie zasady działania tzw.
komory oscylacyjnej
(która po zbudowaniu będzie urządzeniem napędowym
dla "magnokraftów" i dla "wehikułów czasu"), oraz (6)
wynalezienie i rozpracowanie tzw.
ogniwa telekinetycznego
(które po zbudowaniu będzie generowało elektryczność
na zasadzie będącej odwrotnością zjawiska tarcia - znaczy
tak jak tarcie spontanicznie konsumuje ruch i generuje
ciepło, owa odwrotność tarcia spontanicznie konsumuje
ciepło otoczenia a generuje ruch). (W sprawie badań
rozwojowych nad "magnokraftem" i nad "komorą oscylacyjną"
w 1986 roku zwróciłem się nawet oficjalnie do Instytutu Technologii
Budowy Maszyn Politechniki Wrocławskiej aby pozwolili
mi otworzyć przewód habilitacyjny i napisać rozprawę
habilitacyjną na temat tych napędów przyszłości - po
szczegóły patrz punkt #22 w podrozdziale A4 z tomu 1
monografii [1/4].) Z kolei zdarzeniem które najbardziej
mnie cieszy, było (7) ustalenie że poprawność zasady działania
mojego "wehikułu czasu" została potwierdzona w
Biblii
(patrz tam wersety 20:1-11 z Drugiej Księgi Królewskiej -
naukowo zinterpretowane w punkcie #D5 ze strony
immortality_pl.htm).
Podczas formułowania swojej filozofii totalizmu odkryłem także,
że za każdym upartym trendem i zdarzeniem losowym ukrywa się jakieś
prawo moralne lub zjawisko moralne.
Stąd owe wysoce spektakularne trendy nieustannych
wzlotów i upadków jakie w życiu doświadczałem,
zainspirowały mnie do odkrycia i opisania tzw.
"pola moralnego" (tj. niewidzialnego pola podobnego
do grawitacji które oddziaływuje siłowo na każde nasze
działanie, w tym i na proces myślenia, podejmowania
decyzji, mówienia prawdy, itp.). Jedno z następstw
działania "pola moralnego" jakie odkryłem, nazwane (8)
"przekleństwo wynalazców", opisane jest m.in. w punkcie #G3 strony
eco_cars_pl.htm.
Moje burzliwe losy życiowe pełne odkryć, wynalazków, wzlotów,
oraz upadków, nieco szerzej opisane zostały na stronie z notką biograficzną
pajak_jan.htm.
Przy końcu owej strony
pajak_jan.htm
zawsze też podane są moje najaktualniejsze dane kontaktowe.
Oto owe dane kontaktowe jakie były ważne w czasach najnowszej
aktualizacji niniejszej strony (odnotuj jednak że jeśli minie sporo
czasu od owej aktualizacji, wówczas dane te mogą utracić swą
ważność). Emaile:
janpajak@gmail.com, oraz
pajakjan@yahoo.co.nz.
Adres pocztowy: Dr Jan Pająk, P.O. Box 33250, 5046 Petone,
New Zealand. Telefon domowy: (00) 64-4 5694820, gdzie
(00) to wyjście na centralę międzynarodową (w niektórych krajach może
być inne niż 00), 64 to numer Nowej Zelandii, 4 to numer Wellington (w
obrębie Nowej Zelandii trzeba go wykręcać jako 04 oraz trzeba pominąć
numery które go poprzedzają), zaś 5694820 to numer telefonu do naszego
mini-mieszkania w Wellington. Odnotuj przy tym, że czas w Nowej Zelandii
jest około 12 godzin wcześniejszy niż czas w Polsce, oraz że moja żona
nie zna języka polskiego.
#70.
Zbigniew Pasławski:
Losy rzuciły Zbyszka do Berlina w Niemczech,
gdzie mieszka obecnie (dane z 2004 roku).
#71.
Andrzej A. Patocki:
Andzej mieszka we Wrocławiu. Można się z nim
skontaktować poprzez numer telefonu (071) 352-51-35.
#74.
Józef Pielorz:
Józef od lat 1970-tych mieszka i pracuje w Niemczech.
Jak dotychczas zawiodły wszelkie próby odnalezienia
danych kontaktowych do niego.
#75.
Maria (Pogost) Fox:
Nazywam się teraz Mara Fox. Mieszkam w Nowym
Jorku od 1971 roku. Mój adres emailowy to:
Mara411@aol.com.
Mój numer telefonu domowego to (1) 718-805-4696.
Mój dom jest zawsze otwarty dla gości. Mój adres:
90-50 Union Turnpike, #14L, Glendale, NY 11385, USA.
Do 2000 roku pracowałam jako tzw. "project manager"
w zakładzie mechanicznym specjalizującym się
w kontroli Środowiska, odpylaniu, klimatyzacji
i kontroli hałasu na dosyć dużą skalę przemysłową.
Od 2000 roku zupełnie zmieniłam pole swojej
"działalności", z czego jestem bardzo zadowolona.
Pozdrawiam wszystkich. Mara.
#76.
Mirosław T. Płucisz:
Mirek mieszka we Wrocławiu na ulicy Nefrytowa 26.
Można się z nim skontaktować poprzez numer
telefonu (071) 368-74-44.
#78.
Stanisław Przeworek:
Losy rzuciły Staszka do Nysy, gdzie mieszka
do dzisiaj. Można się z nim skontaktować pod
numerem telefonu domowego (077) 433-70-40.
Można też próbować skontaktować się ze Staszkiem
emailowo pisząc na adres
przestas@wp.pl,
albo skontaktować się emailowo poprzez Andrzeja
Kruszynę - który często się widuje ze Staszkiem.
#84.
Janusz A. Rutański:
Janusz i jego żona Elżbieta mieszkają we Wrocławiu.
Można się z nimi skontaktować poprzez numer
telefonu (071) 34-64-142. Janusz ma telefon
komórkowy o numerze (0) 509-345-268. Można
się też z nimi kontaktować emailowo albo przez
domowy email Janusza o adresie
januszrutanski@o2.pl,
albo też przez jego email do pracy o adresie
janusz.rutanski@pwr.wroc.pl.
#87.
Roman Sperzyński:
Losy rzuciły Romka do Poznania, gdzie mieszka
do dzisiaj. Można z nim się tam skontaktować
pod numerem telefonu służbowego (061) 855-24-92 wew. 4 (od 8 do 17)
lub pod emailem
biuro@rowitex.poznan.pl.
#88.
Jan Stańczyk:
Losy pozwoliły Jankowi mieszkać i pracować
we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować
pod numerem telefonu do pracy (071) 324-51-43.
#89.
Jan Stefaniuk:
Jan od około 1980 roku mieszka i pracuje w
Szwajcarii. Jak dotychczas zawiodły wszelkie
próby odnalezienia danych kontaktowych do niego.
#91.
Jerzy Szczerbina:
Jerzy mieszka w Parchowie koło Polkowic.
Tel. domowy (076) 8171129; tel. do pracy
(076) 7498338; zas tel. komorkowy 601872866.
W dniu 6 sierpnia 2007 roku pojawił się
wpis w naszej księdze uwag, że Jerzy już
nie pracuje.
#93.
Dr inż. Janusz Szymkowski:
Losy pozwoliły Januszowi pozostać na Politechnice
Wroclawskiej, gdzie pracuje do dzisiaj w Zakładzie
Obróbki Wiórowej, Ściernej i Erozyjnej (Z4) z
Instytutu Technologii Maszyn i Automatyzacji.
Jego profil zawodowy oraz dorobek opisane
są na stronie internetowej tego instytutu,
jaka dostępna jest pod adresem
www.itma.pwr.wroc.pl.
Zainteresowania badawcze Janusza obejmują
badanie przemieszczeń i drgań mechanicznych.
Można się z nim skontaktować pod numerem
telefonu do pracy (071) 320-27-34 (od 9 do 17)
lub telefonu domowego (071) 35-31-486,
albo też poprzez jego adres emailowy
J.Szymkowski@itma.pwr.wroc.pl.
#94.
Grzegorz Średziński:
Losy rzuciły Grzegorza do Duszników Zdroju,
gdzie znalazł szczęście w każdym tego słowa
znaczeniu. Można się z nim skontaktować pod
numerem telefonu do pracy (074) 867-17-90
(od 9 do 17) lub telefonu domowego (074) 866-93-50,
albo też poprzez jego adres emailowy
sredzinski@op.pl.
Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-476-425.
Apeluję też do każdego o dosyłanie dalszych
kontaktów do tych kolegów i koleżanek,
których namiarów ciągle nam brakuje. Proszę
też o weryfikacje, aktualizowanie i poszerzanie
własnych danych kontaktowych, opisów, oraz
ilustracji, udostępnionych na stronie niniejszej
oraz
pw.htm - Nasz Rok.
Część #E:
Filozoficzna ocena naszego pokolenia:
#E1.
Każdy z nas ma wiele powodów dla dumy:
Jeśli dobrze się zastanowić to mamy wiele
powodów abyśmy mogli być dumni ze swego
wykształcenia. Poniżej wyliczę najważniejsze
z nich:
1.
W czasach kiedy studiowaliśmy, Politechnika Wrocławska
wypuszczała prawdopodobnie najlepszych absolwentów
na świecie. Oczywiście, kiedykolwiek się używa
słowa "najlepszy" wówczas należy dokładnie zdefiniować
z jakiego punktu widzenia coś się ocenia. W naszym
przypadku możemy śmiało twierdzić, że w czasach kiedy
studiowaliśmy Politechnika Wrocławska prawdopodobnie
dostarczała swoim absolwentom "najlepszego na świecie"
przygotowania zawodowego i naukowego. Innymi słowy,
gdyby zorganizować jakieś zawody w których sprawdzałoby
się ile absolwenci poszczególnych uczelni na świecie
wiedzą na temat tego w czym się specjalizują i z czego
żyją, wówczas absolwenci naszego roku pobiliby na głowę
absolwentów wszystkich innych uczelni świata. Tego
faktu jestem absolutnie pewien na bazie empirycznych
obserwacji dokonywanych w trakcie mego wykładania
na 10 odmiennych uczelniach świata. Wszakże podczas
owego wykładania miałem niezliczone okazje do dyskutowania
i do porównywania naszej wiedzy oraz przygotowania zawodowego
z wiedzą i przygotowaniem absolwentów uczelni które
uważane są za wiodące w dzisiejszym świecie. Sporo
moich kolegów zawodowych z najróżniejszych uczelni
na których w swym życiu wykładałem, pokończyło
bowiem takie wiodące uczelnie świata, jak np. angielskie
Cambridge i Oxford, francuską Sorbonę, amerykańskie
Harward i Berkeley, koreańskie Ajou, oraz wiele innych
uczelni uznawanych za wiodące w świecie. Muszę
też tutaj z dumą podkreślić, że w zakresie fachowego
przygotowania, głębi, nowoczesności i aktualności
wiedzy, zdolności do twórczego i logicznego myślenia,
oraz pewności że się dokładnie wie co i dlaczego
się czyni, żaden z nich nigdy nie mógł się równać z tym
co my reprezentujemy. Dlatego, gdyby jakość uczelni
oceniać wyłącznie po akademickiej jakości absolwentów
których ona wypuszcza, wówczas moglibyśmy stwierdzić że
w czasach kiedy my studiowaliśmy na Politechnice
Wrocławskiej, prawdopodobnie była ona najlepszą uczelnią świata.
Oczywiście, wszyscy wiemy że akademicka wartość
absolwentów jest tylko jednym z kryteriów po jakich
ocenia się jakość danej uczelni. Inne kryteria obejmują
kaliber naukowców których dana uczelnia zatrudnia,
awangardowość i głębia naukowych badań jakie
prowadzą jej profesorzy, międzynarodowe uznanie
i sława jej kadry profesorskiej, jakość publikacji, tradycja,
wizja na przyszłość, wielkość wkładu do naukowego
i technicznego dorobku ludzkości, itd., itp.
Niestety, tych innych jakości brakowało naszym
profesorom, zaś nasza politechnika nigdy nie zadbała
o ich kultywowanie. Dlatego, wcale nie dorównując nam
w zgromadzonej wiedzy, absolwenci tych innych uczelni
chlubią się górowaniem w atutach jakie wynikają z owych
innych kryteriów jakości swoich uczelni, np. chlubią się
jakością i międzynarodowym uznaniem profesorów którzy
ich uczyli, awangardowymi tradycjami ich uczelni,
znajomością znanych ludzi, obyciem w świecie, itd., itp.
Oczywiście, podobnie jak zdobywca medalu olimpijskiego
w pływaniu nie powinien się przejmować że taki sam
medal inni dostali np. za umiejętne kopanie piłki, z naszego
punktu widzenia nie powinny nas martwić tamte inne
atrybuty które najlepsze uczelnie świata oferują swoim
absolwentom. Dla nas powinno wystarczyć, że pod względem
zgromadzonej wiedzy nieporównanie górujemy nad tymi
innymi. Podsumowując, możemy być dumni że Politechnika
Wrocławska faktycznie "obkuła nas na cztery kopyta",
a stąd w zakresie przygotowania zawodowego oraz
głębi poznanej wiedzy ogromnie trudno znaleźć w
świecie kogoś kto by nam dorównywał.
2.
Ukończyliśmy Politechnikę Wrocławską kiedy
jakość jej absolwentów ciągle się zwiększała
każdego kolejnego roku. Ma to duże
znaczenie, bowiem - jak niektórzy są tego
świadomi, z najróżniejszych powodów nadszedł
potem taki czas na świecie i w Polsce, że jakość
absolwentów wszelkich uczelni, w tym i naszej
politechniki, zaczęła się zachowywać nieco
inaczej. W dzisiejszych zaś czasach, jakość
ta spada już praktycznie na całym świecie -
tj. każdego roku jakość akademicka absolwentów
uczelni staje się obecnie na całym świecie nieco
niższa niż była ona poprzedzającego roku.
Innymi słowy, możemy być dumni, ponieważ
nie tylko ukończyliśmy uczelnię która w naszych
czasach wypuszczała jednych z najlepiej
zawodowo przygotowanych absolwentów
świata, ale również ukończyliśmy ją w
czasach kiedy jakość jej absolwentów
była jedną z najwyższych w jej dziejach.
Czyli, w dziejach Ziemi reprezentujemy
raczej "historyczne pokolenie absolwentów" -
zapewne przez długi czas nie pojawią się już
inni absolwenci którzy akademicko by nam
dorównywali (patrz też dowcip z punktu #F1
poniżej tej strony).
3.
Aby ukończyć studia, każdy z nas musiał okazać się
akademicko najlepszym z około 40 ambitnych osób.
Wszakże kiedy zdawaliśmy na studia na każde miejsce
na naszej uczelni przypadało około 12 kandydatów.
A trzeba przy tym pamiętać, że aby złożyć podanie
na studia, każdy z owych 12 kandydatów na studia
musiał być jednym z akademicko najlepszych absolwentów
ze swojej klasy w szkole średniej (np. w przypadku
klasy szkoły średniej którą ja ukończyłem,
podania na studia złożyło nas jedynie 7 uczni -
z ogólnej liczby 32 uczni którzy ukończyli naszą
klasę), z kolei aby dostać się do szkoły średniej,
każdy z nas musiał być jednym z akademicko
najlepszych uczni ze swojej klasy szkoły podstawowej
(np. z końcowej klasy mojej szkoły podstawowej,
tylko ja jeden dostałem się do szkoły średniej).
Potem zaś z około 360 zaczynających studia
na naszym roku, studia te ukończyło jedynie
106 osób. Innymi słowy, podczas studiów każdy
z nas uczestniczył w jakby w ogromnie twardym
i wymagającym "wyścigu" akademickim, w którym
aby otrzymać dyplom końcowy musiał najpierw wygrać
z 40 równie jak on ambitnymi "współzawodnikami" -
każdy z których już uprzednio "wygrał" podobne
"wyścigi" na poziomie szkoły średniej i szkoły podstawowej.
Jak zaś wiemy, nawet na olimpiadach nie bierze udziału
w zawodach aż 40 osób naraz. Innymi słowy, każdy z
nas symbolicznie wygrał rodzaj akademickich "zawodów"
3-ciego poziomu, które były trudniejsze i bardziej wymagające
od tego co ma miejsce na typowej dzisiejszej olimpiadzie
sportowej.
4.
Nasze studia odbywały się zgodnie z duchem wychowania
zalecanym w
Biblii.
Wielu dzisiejszych "fotelowych teoretyków" zarzuca Biblii
że ta zaleca serwowanie młodzieży "twardej szkoły życiowej".
Zgodnie bowiem z Biblią, aby wypracować w wyrastających
młodych ludziach najwartościowsze cechy charakteru, trzeba
ich traktować tak jak "hartuje się stal" - więcej na ten temat
wyjaśniam w punkcie #A3 odmiennej strony
god_proof_pl.htm
oraz w punkcie #B5.1 strony
will_pl.htm.
Jeśli też przeanalizuje się przebieg naszych studiów, metody
naszych wykładowców, oraz sytuację i atmosferę która wówczas
panowała w Polsce i na naszej uczelni, wówczas się odkrywa
że faktycznie hartowano nas tak jak hartuje się stal. Możemy
więc być dumni, że nie jesteśmy mięczakami i maminsynkami,
a że los i uczelnia odesłali nas do życia wysoko sprawnych
i zahartowanych jak stal w zmaganiu się z przeciwieństwami.
5.
W czasie trwania naszych 6-letnich studiów niektórzy
z nas byli jednym z 6-ciu roczników studentów
Politechniki Wrocławskiej którzy osobiście
doświadczyli niezwykle rzadkiego zjawiska rezonansowej
"nirwany tłumu", opisanego w punktach #C3 i #C4.2 strony
nirvana_pl.htm.
Tamtą rezonansową "nierwanę tłumu" przeżyliśmy
zbiorowo w 1968 roku, kiedy to po ogłoszeniu
strajku okupacyjnego Politechniki Wrocławskiej,
ówcześni studenci tej uczelni zgromadzili się w auli aby
wysłuchiwać przemówień delegatów z poszczególnych
zakładów pracy Wrocławia. Uniesienie patriotyczne
jakie towarzyszyło owym przemówieniom zwolna rezonowało
w słuchaczach aż do punktu wzbudzenia w nas zjawiska
które w swoich późniejszych badaniach nazwałem
nirvaną rezonansową.
Pamiętam że w owym momencie tłum studentów obecnych
w auli został zbiorowo ogarnięty tak silnym uczuciem
szczęśliwości, że zaczęły się dziać niewyobrażalne
sceny. Przykładowo wiele dziewcząt zwyczajnie mdlało
ze szczęścia - stąd aby wynieść je z nabitej tłumem
auli trzeba było je podawać sobie nawzajem ponad
głowami, tak jak w dzisiejszych czasach czynią to z
idolami na koncertach. Pozostali płakali, lub krzyczeli,
zaś większości z nas aż nogi się uginały od obezwładniających
nas potężnych emocji. Niestety, z braku dostępności
do informacji na temat istnienia i odczuwania zjawiska
nirwany, praktycznie niemal nikt z nas nie zdał sobie
wówczas sprawy że faktycznie przeżyliśmy to niezwykłe
uczucie. Dopiero w 30 lat później moje przeżycie
na tropikalnej wyspie Borneo odmiennie wyzwalanej
"nirwany zapracowanej", pozwoliło mi porównać
podobieństwo doznanych uczuć szczęśliwości do
tamtych uczuć przeżywanych przez tłum studentów
w auli Politechniki Wrocławskiej, oraz stopniowo
rozpracować co i dlaczego wówczas przeżyliśmy.
6.
Byliśmy ostatnią generacją studentów na Ziemi, która
ciągle była rozliczana nie tylko za nabytą wiedzę,
ale także za przestrzeganie standardów moralnych,
etycznych, ubioru, zachowania, itp.
W stosunku do wszystkich następnych generacji
studiującej młodzieży, zarzucono egzekwowanie
tych dalszych wymagań i standardów. Stąd studenci
którzy przyszli po nas, mogli demonstrować moralność
krokodyla i zachowania świni, jeśli jednak opanowali
zadany materiał nie istniały sposoby aby powstrzymać
ich przed uzyskaniem dyplomu i przed wywieraniem
degenerującego wpływu na resztę społeczeństwa.
#E2.
Osiągnięcia całego naszego pokolenia z których możemy być szczególnie dumni:
Co około 25 lat zmienia się pokolenie ludzi
które zadominowało życie na Ziemi i które
zarządza owym życiem. Pokolenie ludzi do
którego my należymy, dominowało życie
na Ziemi przez okres od około 1970 roku,
do około 1995 roku. Po nim Ziemia została
wzięta w zarząd przez pokolenie naszych
dzieci, którego kontrola nad życiem ludzkości
przypada na lata od około 1995 do około
2020 - w tym również i na chwilę obecną.
Dokonajmy więc teraz przeglądu tych
osiągnięć naszego pokolenia zarządzającego
Ziemią od około 1970 do około 1995 roku,
z których możemy być najbardziej dumni.
1.
Nasze pokolenie stworzyło na Ziemi największy
poziom dobrobytu jaki ludzkość dotychczas
doświadczyła. Jeśli przeanalizować jak
zmieniał się poziom dobrobytu jaki dotychczas
panował przez całokres dziejów Ziemi, szczyt
tego dobrobytu przypadał właśnie w okresie
dominacji naszego pokolenia. Możemy więc
z duma stwierdzić, że to właśnie rękami naszego
pokolenia zbudowany został okres największego
dobrobytu jaki ludzkość dotychczas doświadczyła.
2.
W czasokresie panowania naszego pokolenia
świat został uchroniony przed doświadczeniem
kryzysów ekonomicznych. Nadchodzące w
okresach pokoju niszczycielskie kryzysy ekonomiczne,
wywołane zarówno przez pokolenie naszych dzieci
jak i pokolenie naszych dziadków, wogóle nie zaistniały
w okresie panowania naszego pokolenia. To zaś
demonstruje jak rozważne i moralne były nasze działania.
3.
Nasze pokolenie stworzyło na Ziemi najdłuższy
okres pokoju i stabilności politycznej na Ziemi.
Jeśli przeanalizować wojny i okresy niestabilności
politycznej na Ziemi, wówczas się okazuje, że
to właśnie rękami naszego pokolenia zbudowany
został i utrzymany najbardziej pokojowy i politycznie
stabilny okres w dziejach Ziemi.
4.
Nasze pokolenie udowodniło w praktyce, że negocjacjami
i pokojem można osiągnąć nieporównanie więcej
niż wojną, siłą i zniszczeniem.
Wszakże to właśnie za panowania naszego pokolenia
pokojowo rozwiązywaliśmy niemal wszystkie konflikty.
To za naszego pokolenia pokojowy zjednoczyły się
Niemcy oraz pokojowo zmienił się ustrój dla znaczącej
proporcji świata. To nasze pokolenie zakończyło
tzw. "zimną wojnę" oraz oddaliło stworzoną przez
naszych ojców groźbę wojny nuklearnej. To także
nasze pokolenie w okresie swego działania potrafiło
się obyć bez użycia siły, przemocy, zniszczenia
i brutalności.
5.
Nasze pokolenie wprowadziło w życie faktyczną równość
wszystkich ludzi. To my po raz pierwszy w dziejach
Ziemi zaczęliśmy praktykować zasadę, że każdy człowiek
jest równy, niezależnie od rasy, płci, religii, przekonań,
itp. To my zmusiliśmy rasistowskie państwa do zmiany
systemu ich praw. To my ustanowiliśmy kary za
dyskryminację. To też nasza generacja zaczęła
zasiadać do okrągłego stołu z reprezentantami
wszystkich krajów, ras i religii.
6.
To za naszego pokolenia skomponowana została
najpiękniejsza muzyka w dziejach Ziemi. Przykładowo,
to właśnie z naszego pokolenia wywodzi sie ABBA.
Niemal też cała muzyka skomponowana w naszych
czasach reprezentuje sobą wszystkie te wartości których
wyraźnie brakuje zarówno w wypaczonym hałasie
i pomrukach uważanych za muzykę przez nasze
dzieci, jak i w znacznej proporcji utworów muzycznych
skomponowanych przez poprzedzające nas pokolenia.
#E3.
Największe zaniedbania naszego pokolenia:
Kiedy w okresie dominacji naszego pokolenia
w latach od około 1970 do około 1995, my byliśmy
zajęci budowaniem dobrobytu, pokoju i politycznej
stabilności na Ziemi, niestety zaniedbaliśmy
równocześnie i zawaliliśmy wiele innych spraw.
To właśnie te nasze zaniedbania spowodowały,
że kiedy około 1995 roku po naszym okresie
nadszedł czas zdominowania Ziemi przez nasze
dzieci, wówczas ludzkość raptownie zanurkowała
w kryzysy, terroryzm, wojny, depresję ekonomiczną,
niedostatki, bezrobocie, głód, znieczulicę społeczną,
chaos, marazm polityczny, oraz inne nieszczęścia
spowodowane ludzkimi niedoskonałościami.
Dokonajmy więc tu przeglądu obszarów w których
(a także sposobów na jakie) całe nasze pokolenie
kompletnie "zawaliło" sprawę.
Oczywiście, aby ujawnić generalne trendy
odnoszące się do całych pokoleń, konieczne
jest użycie wysokiego stopnia generalizacji.
Jak zaś to z generalizowaniem zawsze bywa,
wypunktowywuje ono jedynie najbardziej
powszechne i najbardziej generalne tendencje.
Jako takie, nie uwzględnia ono ani
wyjątków od opisanych tu tendencji - które w
rzeczywistym życiu zawsze przecież istnieją,
ani też jakichkolwiek indywidualnych osób czy
jakichkolwiek konkretnych rodzin. Stąd, na przekór
że to co tu opisane faktycznie odnosi się do całych
wskazywanych tu pokoleń, niekoniecznie i nie
zawsze odnosi się to do każdej indywidualnej
osoby czy do każdej indywidualnej rodziny.
1.
Rozpieszczenie (zamiast wychowania) pokolenia
naszych dzieci. Owo pokolenie naszych
dzieci przejęło po nas kontrolę nad Ziemią około
1995 roku, oraz będzie ja sprawowało do około
2020 roku. Obecnie więc jesteśmy po połowie
okresu ich zarządu Ziemią i na własnej skórze
doświadczamy owoców naszego niewłaściwego
podejścia do ich wychowania. Moim zdaniem
najpoważniejszym błędem wychowawczym
naszego pokolenia było, że kierując się
uczuciami zamiast rozumem odrzuciliśmy
tradycyjne metody wychowania dzieci - które
udowodniły już swoją poprawność w działaniu
przez całe tysiąclecia ich używania. Jednocześnie
niesprawdzone metody wychowania jakie
kierując się uczuciami zamiast logiką po raz
pierwszy powprowadzaliśmy do użycia właśnie
my, wiodły do wyrośnięcia zbyt wielkiej proporcji
dzieci naszego pokolenia na egoistów, snobków,
mięczaków, niezdary, niedołęgów, terrorystów,
itp. Nasze pokolenie miało raczej twarde dzieciństwo
i młodość. Można więc zrozumieć dlaczego,
kiedy w końcu swoimi rękami zdołaliśmy zbudować
największy okres dobrobytu w dotychczasowych
dziejach Ziemi, owocami tego dobrobytu zaczęliśmy
bezwarunkowo obsypywać nasze dzieci. Na
dodatek powszechne kierowanie się uczuciami
zamiast rozumem spowodowała że bez przerwy
staraliśmy się przypodobać naszym dzieciom
i kupić sobie ich miłość, zamiast wpajać w nie
zasady, tradycję, dyscyplinę, odpowiedzialność,
oraz inne cechy wymagane do wpojenia młodemu pokoleniu.
To właśnie w okresie dominacji naszego pokolenia
nasze dzieci otrzymywały samochody, komputery
i najnowsze zabawki zupełnie bez kiwnięcia palcem.
To nasze pokolenie wprowadziło do użycia miękką
i wygodną bieliznę, jednorazowe pieluchy, zakazy
dawania dzieciom klapsa kiedy są niegrzeczne,
oraz urabianie nauczycieli aby używali psychologii
zamiast obowiązków, gonienia do pracy i kar.
To nasze pokolenie pozwalało swym dzieciom wydawać
nasze pensje na najmodniejsze ubrania, najbardziej
znanych fryzjerów, oraz najlepsze kosmetyki.
W rezultacie, spora proporcja pokolenia naszych
dzieci nawykła że cały świat obraca się wokoło
ich pępka, oraz że w życiu można jedynie brać
nic w zamian nie dając. W ten sposób, zgodnie
z prawami życia opisanymi w punkcie #A3 strony
god_proof_pl.htm
wychowaliśmy pokolenie naszych następców na
niedołęgi i niemoralnych egoistów, którzy umieją
zabierać jednak nie potrafią dawać, którzy umieją
obiecywać, jednak nie potrafią dotrzymywać,
którzy umieją burzyć, jednak nie potrafią budować
z sukcesem, którzy zamiast pokojowej i
efektywnej negocjacji używają siły i zniszczenia.
W swoim podejściu do wychowania następnego
pokolenia zignorowaliśmy tysiąclecia doświadczeń
ludzkości że aby nabyć wymaganych cech charakteru,
zgodnie z wyraźnymi zaleceniami
Boga
wyrażonymi w
Biblii
młodzież trzeba wychowywać "tak jak hartuje się stal" -
co wyjaśniono w punkcie #B5.1 totaliztycznej strony
will_pl.htm.
W rezultacie, reprezentanci owego pokolenia naszych
dzieci którzy obecnie panują nad światem, zapewne nie
będą nawet zdolni zapewnić nam godziwych emerytur.
Na stare lata przyjdzie więc nam zbierać owoce faktu
że jako pokolenie "zawaliliśmy" właściwe wychowanie
następnego pokolenia. Oczywiście, istnieje znacznie
więcej niepożądanych następstw naszego zawalenia
sprawy właściwego wychowania następnego pokolenia -
są one jednak szerzej omawiane w "części #K" odrębnej
totaliztycznej strony o nazwie
tapanui_pl.htm.
2.
Zdewaluowanie znaczenia moralności i religii.
Jak naukowo zdołała to dopiero nam dowieść
teoria wszystkiego
zwana
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
(a także wywodząca się z tej teorii
filozofia totalizmu),
tak naprawdę to życiem ludzkim rządzą trzy wielkości
moralne, mianowicie tzw. "pole moralne", "energia moralna",
oraz "prawa moralne". Przykładowo, owa teoria i filozofia
ustaliły, że tylko te ludzkie działania które zawsze wznoszą
się pod górę "pola moralnego" są moralne i wysoce
korzystne dla wszystkich ludzi których sobą one dotykają.
(Tj. korzystne dla wszystkich ludzi są tylko te działania
które podążają wzdłuż tzw. "linii największego oporu
intelektualnego" - po szczegóły patrz punkt #G3 strony
eco_cars_pl.htm.)
Natomiast ludzie którzy w swych działaniach ześlizgiwują
się w dół "pola moralnego" wzdłuż tzw. "linii najmniejszego
oporu", czyli którzy postępują zgodne z tzw.
filozofią pasożytnictwa,
są bezpardonowo tępieni i dotykani wszelkimi
możliwymi katastrofami, tak jak w punkcie #C3 strony
seismograph_pl.htm
opisane to zostało dla mieszkańców wyspy Haiti,
zaś w punkcie #E2 strony
day26_pl.htm -
dla mieszkańców moralnie zdegenerowanych
wybrzeży Oceanu Indyjskiego.
Przez całe tysiąclecia religie nakazywały ludziom
właściwe potraktowanie moralności, zaś ludzie
intuicyjnie podążali za tymi nakazami swych
religii. Chociaż więc wolno i po omacku, ciągle
poziom cywlizacyjny naszej planety nieustannie
wówczas się podnosił. Jednak
nasze pokolenie nagle odeszło od Boga i od moralności.
Wszakże to nasze pokolenie zamiast
moralności i religijnej "miłości bliźniego" zaczęło
wmawiać swym dzieciom że życiem rządzą Darwinowskie
"prawa dżungli" oraz zasady "przeżywania najsilniejszego"!
W rezultacie owe "prawa dżungli" mamy teraz wokoło.
Przeżywać też zaczynają właśnie tylko owi najsilniejsi
i najboleśniej kąsający.
3.
Zaniedbanie kultywowania tradycji i umożliwienie degradacji
w postawach ludzi. Przez wieki tradycja i system
ludzkich wartości stanowił rodzaj szkieletu jaki dumnie
podtrzymywał ludzkość. Niestety, to właśnie nasze
pokolenie zaniedbało kultywowanie dawnych tradycji
i pozwoliło aby niszczycielskie i niesprawdzone wcześniej
postawy życiowe zaczęły wkradać się do życia ludzi.
Z kolei owo zaniedbanie kultywowania tradycji oraz
degradacja postaw miały fatalne następstwa. Przykładowo,
zatarły one zrozumienie dobra i zła, oduczyły odróżnianie
tego co moralne od tego co niemoralne, pozwoliły na
uznanie zboczeń i wypaczeń za wzorce do naśladowania,
itd., itp.
4.
Zaniedbanie przekazu tradycji o istotności wsłuchiwania
się w podszepty naszego sumienia. Aby umożliwić
ludziom wytrwanie przy moralnym postępowaniu, kiedy
Bóg stwarzał ludzi,
wyposażył ich w specjalny "przeciw-organ" zwany
"sumieniem". Owo "sumienie" jest rodzajem jakby
jednokierunkowej "linii telefonicznej" która na stałe
jest podłączona do umysłu
Boga
aby nieustannie nam podszeptywać czy dane nasze
działanie jest "moralne" czy też "niemoralne", a w ten
sposób aby zawsze nam umożliwiać jednoznaczne
odróżnianie dobra od zła. Istnieje nawet filozofia życiowa zwana
totalizmem intuicyjnym,
której praktykowanie sprowadza się właśnie do uważnego
wsłuchiwania się w podszepty własnego sumienia i
następnego postępowania zgodnego z tymi podszeptami
we wszystkim co tylko w swoim życiu się czyni.
Działanie owego "sumienia" zdumiewa tych dzisiejszych
naukowców, których ateistyczne światopoglądy NIE
pozwalają im zrozumieć jak to się dzieje że poczucie
dobra i zła jest w nas wbudowane od samego początku
i daje się wykryć nawet już w sześcio-miesięcznych
dzieciach - jako przykład patrz artykuł "Sense of right
and wrong in place by six months of age, research found"
(tj. "Poczucie dobra i zła istnieje już w sześcio-miesięcznych
dzieciach, badania wykazują") ze strony A5 gazety
The New Zealand Herald
(wydanie z wtorku (Tuesday), May 11, 2010). Niestety,
podszepty sumienia daje się zagłuszać - zaś powtarzanie
owego zagłuszania z czasem prowadzi do chronicznego
ignorowania sumienia i do wypaczonego zrozumienia
dobra i zła. To też właśnie nasze pokolenie było ostatnim
na Ziemi którego postępowaniem rządziły głównie podszepty
sumienia. Niestety, samemu ciągle kierując się sumieniem,
zaniedbaliśmy przekazania następnym generacjom owej
istotnej tradycji wsłuchiwania się w podszepty sumienia
i pedantycznego wdrażania tego co sumienie nam nakazuje.
W rezultacie zamiast wsłuchiwać się w sumienie, następne
generacje ludzi zaczęły wsłuchiwać się w swoje pożądania,
chciwość, zachcianki, itp. Efekty zaś tego widzimy obecnie
wokoło siebie w formie gwałtownie upowszechniającej się
filozofii pasożytnictwa,
oraz wynikającego z niej moralnego upadku naszej
cywilizacji.
5.
Zaniedbanie opieki nad naturą i środowiskiem.
W pogoni za dobrobytem i w zapale mnożenia dóbr
materialnych jako pokolenie zapomnieliśmy również
o naturze i o środowisku. W rezultacie to nasze
pokolenie staje się odpowiedzialne za nieszczęścia
i problemy jakie obecnie zaczynają wyraźnie
ujawniać się wokoło. Na dodatek, nie wychowaliśmy
właściwie pokolenia naszych dzieci które przejęły
świat po nas, tak że pokolenie to NIE nabyło cech
wymaganych do naprawy naszych błędów. Stąd
dzieciom naszego pokolenia też brakuje tego co
potrzeba, aby naprawić nasze zaniedbania. Sytuacja
z naturą i środowiskiem być może zacznie się poprawiać
dopiero kiedy panowanie nad światem przejmą
nasi wnukowie około 2020 roku - ale pod warunkiem
że zdołamy im jakoś przekazać informacje których
im potrzeba - po szczegóły patrz punkty #K7 i #K8 ze strony
tapanui_pl.htm.
6.
Zaniedbania etyczne na polu zdrowia i medycyny.
Nasze pokolenie kompletnie zawaliło też właściwe
ustawienie zasad działania i etyki służby zdrowia
i medycyny. Zamiast kultywowania uprzedniej
"dbałości o każdego człowieka", to w naszym
okresie pozwoliliśmy aby lekarze zaczęli dbać
o dochód i tylko o tych najbogatszych zaś farmaceuci
opracowywali głównie lekarstwa które łagodzą
ale nie leczą - a stąd które raz zażyte muszą
potem być zakupywane i zażywane już przez
całą resztę zycia. Teraz zaś przyjdzie nam za
to płacić niemal kompletnym brakiem właściwej
opieki medycznej i służby zdrowia - kiedy najbardziej
tych potrzebujemy.
* * *
Oczywiście, podobnych uchybień nasze
pokolenie popełniło znacznie więcej.
Niektóre z nich są jednak zbyt specjalistyczne
aby je tu opisywać. Inne z kolei są zbyt
rozległe i faktycznie to wymagają znacznie
szerszego wyjaśnienia. Z tego powodu,
tylko najbardziej reprezentacyjny przykład
wysoce znaczącego z takich dalszych uchybień
naszego pokolenia jest skrótowo wzmiankowany
poniżej w następnym punkcie, zaś szczegółowo
jest on omówiony w "części #K" odrębnej strony
tapanui_pl.htm -
szczególnie patrz tam punkty #K5 i #K6.
#E4.
Obecne staczanie się ludzkości w epokę "neo-średniowiecza" oraz nasze zawalenie obowiązku zapobiegnięcia temu staczaniu się:
Pokolenie naszych ojców którzy zarządzali
Ziemią od około 1945 roku do około 1970
roku panicznie bało się wojny. Postępując
więc w zgodzie z dewizą starożytnych Rzymian
"jeśli chcesz pokoju przygotowuj się do
wojny" nasi ojcowie rozwijali broń jądrową
i w latach 1945 do 1970 dokonywali setek
próbnych eksplozji nuklearnych. Niestety,
każda eksplozja broni jądrowej generuje
straszliwą plagę jaką są narazie niewykrywalne
przez oficjalną naukę ludzką wibracje "hałasu
telepatycznego". Wibracje te mają bowiem
brzydki zwyczaj że rezonują one potem w
ziemskiej jonosferze przez całe wieki oraz
że ich moc kumuluje się lawinowo z każdą
następną próbną eksplozją broni jądrowej.
Na nieszczęście dla ludzkości, wibracje te
pozostając niesłyszalne w sposób świadomy
oddziaływują jednak wysoce niszczycielsko
na naszą podświadomość - która je słyszy i odbiera.
Stąd posiadają one wysoce niszczycielski wpływ
na umysły ludzi, wypaczając ich zdrowie,
formując zboczenia, obniżając inteligencję,
zwiększając irytowalność i agresywność,
wypaczając nastroje, emocje, smak i postawy,
obniżając liczbę spermoidów, itd., itp. W
rezultacie, nasilanie się takiego rezonowania
"hałasu telepatycznego" w ziemskiej jonosferze
powoduje stopniowe staczanie się całej ludzkości
w epokę niemoralności, niezgodności, chaosu,
wojen, krzywd, itp. Epoka zwana "średniowieczem"
wywołana była właśnie takim rezonowaniem
"hałasu telepatycznego" - tyle że spowodowanym przez
eksplozję Tapanui
a nie przez eksplozje nuklearne. Owo więc
"panikowanie" pokolenia naszych ojców i dokonywanie
przez nich setek próbnych eksplozji broni
nuklearnej, spowodowało aż takie zagęszczenie
rezonowania "hałasu telepatycznego" wokół Ziemi,
że zepchnęły one ludzkość w kolejną epokę
"neo-średniowiecza". Skutki tej nowej epoki
zaczynamy właśnie coraz wyraźniej widzieć
dookoła siebie.
O istnieniu, o generowaniu, oraz o następstwach
"hałasu telepatycznego" jest nam wiadomym
już od ralatywnie dawna. Przykładowo informacje
o tym "hałasie telepatycznym " ja publikuję
systematycznie już od czasu kiedy w 1987
roku odkryłem zaistnienie eksplozji Tapanui
(tj. tej eksplozji która spowodowała nadejście
na Ziemię oryginalnej epoki "średniowiecza"),
oraz kiedy ustaliłem że "średniowiecze" było
właśnie wynikiem rezonowania owego hałasu.
Stąd w publikacjach takich jak podrozdział D4 z
monografii [5/4]
ostrzeżenia o nadchodzącym staczaniu
się ludzkości w epokę "neo-średniowiecza"
były upowszechniane na długo przedtem zanim
pierwsze oznaki owego staczania zaczęły się
ujawniać na Ziemi. Niestety, moje ostrzeżenia
okazały się "wołaniem na puszczy". A szkoda
że były one zignorowane, bowiem nosiły w sobie
potencjał aby zapobiec i powstrzymać nadejście
na Ziemię obecnie już wyraźnie się eskalującej
epoki "neo-średniowiecza". To z tego powodu
ja wierzę, że nasze pokolenie mogło zapobiec
stoczeniu się ludzkości w epokę "neo-średniowiecza",
jednak kompletnie "zawaliło" także i tą sprawę.
Teraz zaś, kiedy "neo-średniowiecze" już panuje
i z każdym dniem się nasila, nie daje się już mu
zapobiec, a jedynie można próbować łagodzić
jego następstwa.
Podsumowując więc ten punkt, kolejną istotną
sprawą którą kompletnie "zawaliło" nasze pokolenie,
to że nie zapobiegło stoczenia się ludzkości w
obecnie panującą epokę "neo-średniowiecza" -
chociaż posiadało wszelkie wymagane informacje
aby epoce tej zapobiec. W rezultacie tego
"zawalenia", na Ziemię nadeszły obecne czasy
"neo-średniowiecza" - w których podobnie
jak w oryginalnym "średniowieczu" przykładowo
małżeństwa są tylko na okres dobrej pogody,
zaś rodziny się rozpadają z chwilą pierwszych
kłopotów. W których to czasach zamiast rzeczowo
badać niewyjaśnione zjawiska, Boga, UFO,
duchy, ESP, itp., oraz zamiast zważać na
materiał dowodowy w ich sprawie, ludzie tak
wypaczyli i zdegenerowali swoje postępowanie
że albo całkowicie ignorują te istotne sprawy,
albo też "palą na stosie" badaczy którzy ujawnili
im niewygodne prawdy. Zamiast wychowywać
dzieci zgodnie z udowodnionymi przez
tysiąclecia metodami zalecanymi przez
Biblię, rodzice zaczęli oszczędzać im bólu i wysiłku,
pocieszać że bezmyślność i głupota też zasługują
na nagrody, wychwalać nawet za zjedzenie posiłku,
obsypywać prezentami za czynienie niczego,
dawać im dyplomy i medale tylko za wzięcie udziału,
oraz wpajać w nich przekonanie że są pępkami
całego wszechświata. Zamiast w rodzinnym
życiu utrzymywać tradycje, role, pozycje i
obowiązki, pozwala się obecnie aby każdy
mógł czynić co tylko zechciał, oraz aby nikt
nie zaznał żadnej struktury, dyscypliny,
ograniczeń, ani odpowiedzialności. Zamiast
słuchać tych co mają coś do powiedzenia
obecnie słucha się tych co są najbardziej krzykliwi.
Zamiast nazywać wszystko po imieniu, wprowadza
się nową terminologię aby przypadkiem kogoś
nie obrazić. Zamiast się modlić, ludzie wstydzą
się już swego Boga. Zamiast wytykać i zwalczać
to co złe i niemoralne, wprowadza się "prawa
prywatności" oraz "cywilne unie" które pozwalają
wszystko to ukryć lub zalegalizować. Zamiast
potępiać i karać zboczonych, zwyrodniałych
i pozbawionych hamulców, czyni się ich idolami.
Zamiast pomagać ludziom w potrzebie, wymyśla
się instytucje na które można potem przerzucać
odpowiedzialność za pomoc, podczas gdy
majbliźsi mogą zabawiać się w gapiów. To
w czasach staczania się w "neo-średniowiecze"
wyeliminowane zostały umysłowo inspirujące
wieczorne życie towarzyskie i rozmowy
ze starszą generacją oraz filozoficznie nastrajające
modlitwy, będąc zastąpione bezmyślnym oglądaniem
telewizji lub podsycaniem brutalności z pomocą
gier komputerowych. To w owych czasach
staczania się ponownie zaczęło się zatrudniać
"za to KOGO ktoś zna", a nie "za to CO ktoś
potrafi dokonać".
Najgorsze jednak, że owo następne pokolenie
naszych dzieci, po przejęciu po nas planety
około 1995 roku, dodatkowo eskalowało dalej
powyższe trendy "neo-średniowiecza". W rezultacie,
na Ziemi zapanowała obecna epoka niemoralności,
zachłanności, wypaczeń, zboczeń, agresji,
zbrodni, bezrobocia, upadku i głodu.
I tak zachłanność ludzka została wyeskalowana
do granic absurdu. Stąd np. politycy zamiast
pytać jak kiedyś "co to uczyni dla naszego narodu
lub kraju", często zaczynają swoje rządy od
wypytania "a co (lub ile) jest w tym dla mnie".
Zamiast pracować na życie, obecnie "żyje się
na kredyt". Zamiast płacić proporcjonalnie do
wkładu, obecnie wymyśla się milionowe zarobki
dla dyrekcji zaś głodowe ochłapy dla robotników,
premie równoważne tysiącom pensji dla zarządu,
oraz odsyłanie na bezrobocie dla reszty pracowników.
Bóg stopniowo eliminowany jest z życia, zaś
zamiast niego wprowadza się kult pieniądza i
szybkiej przyjemności. Zamiast ludzi widzi
się naokoło jedynie ciała i mięśnie,
zaś zamiast natury - jedynie potencjał do zarobku.
Itd., itp.
W przeszłości naszej cywilizacji istniał już raz
taki okres czasu kiedy ludzie zaprzestali słuchania
wiedzy, materiału dowodowego, logiki, głosów
rozsądku, oraz podszeptów sumienia, a
zaczęli eskalować najróżniejsze wypaczenia
kierując się wyłącznie uczuciami i emocjami.
Okres ten nazywamy "średniowieczem".
Poprzez trwałe wdrożenie w życie nowej tradycji
aby ignorować moralność, wiedzę, logikę, dowody,
oraz głosy rozsądku, a wsłuchiwać się wyłącznie
w nasze uczucia i zachcianki które już od dawna
są degenerowane niszczycielskim "hałasem
telepatycznym", nasza planeta stopniowo stacza
się obecnie w mroki epoki lustrzanie podobnej do
"średniowiecza". To dlatego w okresie panowania
naszego pokolenia rozpoczął się na Ziemi proces
który my mogliśmy powstrzymać, jednak który
po zignorowaniu stoczył ludzkość w obecnie już
eskalującą się po Ziemi epokę wysoce niemoralnego
"neo-średniowiecza". Kiedy zaś owe
wypaczenia "neo-średniowiecza", oraz
wszystkie jego niemoralne konsekwencje,
raz już całkowicie rozpanoszą się po Ziemi,
zapewnie potrzebny będzie wysiłek aż wielu
kolejnych generacji (jeśli nie stuleci) aby
ludzkość zdołała powrócić do sytuacji
powszechnej moralności i dobrobytu.
Dalsze informacje na temat "neo-średniowiecza"
zawarte zostały w "części #K" totaliztycznej strony
tapanui_pl.htm -
szczególnie patrz tam podrozdziały #K5 i #K6.
Z kolei przygotowane wiele lat temu ostrzeżenia
o nadchodzeniu na Ziemię epoki "neo-średniowiecza"
można sobie poczytać z podrozdziału D4 w
monografii [5/4].
Część #F:
Humor i zabawne sytuacje:
#F1.
Dowcip na czasie:
Ci z nas co często używają emailów i internetu,
odnotowali zapewne że dzięki nim po świecie
krążą ostatnio najróżniejsze zabawne historyjki
i dowcipy. Jedna z nich szczególnie zwróciła
moją uwagę, ponieważ jest wysoce na czasie
dla naszej sytuacji i wieku. Owa zabawna historyjka
ma tytuł "Old Dog: Age and Wisdom" - co znaczy
"Stary pies: wiek i mądrość". Przytaczam ją
poniżej dla pośmiania się przez tych z nas co
znają język angielski. Oto ona:
A wealthy old Gentleman decides to go on a hunting safari in Africa , taking his faithful, elderly dog named Killer, along for the company.
One day the old dog starts chasing rabbits and before long, discovers that he's lost. Wandering about, he notices a leopard heading rapidly in his direction with the intention of having lunch.
The old dog thinks, "Oh, ho! I'm in deep doo-doo now!" Noticing some bones on the ground close by, he immediately settles down to chew on the bones with his back to the approaching cat. Just as the leopard is about to leap, the old dog exclaims loudly, "Boy, that was one delicious leopard! I wonder, if there are any more around here?"
Hearing this, the young leopard halts his attack in mid-strike, a look of terror comes over him and he slinks away into the trees. "Whew!", says the leopard, "That was close! That old dog nearly had me!"
Meanwhile, a monkey who had been watching the whole scene from a nearby tree, figures he can put this knowledge to good use and trade it for protection from the leopard. So, off he goes, but the old dog sees him heading after the leopard with great speed, and figures that something must be up.
The monkey soon catches up with the leopard, spills the beans and strikes a deal for himself with the leopard.
The young leopard is furious at being made a fool of and says, "Here, monkey, hop on my back and see what's going to happen to that conniving canine!
Now, the old dog sees the leopard coming with the monkey on his back and thinks, "What am I going to do now?", but instead of running, the dog sits down with his back to his attackers, pretending he hasn't seen them yet, and just when they get close enough to hear, the old dog says...
"Where's that damn monkey? I sent him off an hour ago to bring me another leopard!
Moral of this story... Don't mess with the old dogs... age and skill will always overcome youth and treachery! BS and brilliance only come with age and experience.
#F2.
Wierszyk "radości po 60-tce":
W czasach internetu sporo posiadaczy własnych
adresów emailowych używa interesującej zasady
dokumentowania swoim korespondentom że ciągle
o nich myślą i ich pamiętają. Po prostu, kiedy już
NIE mają nic nowego i ciekawego do napisania,
wówczas wysyłają email z humorem. Dzięki tej zasadzie,
jakiś czas temu ktoś przysłał mi wierszyk, podobno
anonimowego autora, traktujący o "radościach
po 60-tce". Ponieważ wierszyk ten wyraża rodzaj
"humoru na czasie", postanowiłem włączyć go
do tej strony. Aby jednak NIE urażać niczyich
uczuć, zamknąłem go w odrębnym okienku. Stąd
ci czytelnicy u których ciągle działa poczucie
humoru i potrafią pośmiać się nawet z siebie
samych, oraz którzy zechcą poczytać sobie
ten wierszyk, powinni kliknąć na następujący guzik:
Część #G:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#G1.
Zamiast podsumowania:
Dla każdego człowieka nadchodzi w końcu
czas, kiedy jego życie ulega podsumowaniu.
Tak się składa że ów czas nadchodzi właśnie
i dla nas. Jak zwykle w takich przypadkach,
nasi następcy będą sprawdzali nie tylko co zdołaliśmy
osiągnąć, ale także "czy" i "jak" potrafiliśmy
ponaprawiać swoje własne błędy. Z zakresie
naszych osiągnięć sytuacja została tu wyklarowana -
nie miały one precedensu w żadnym uprzednim
pokoleniu. Jednak w sprawie popełnionych
przed nas błędów nasza rola ciągle nie uległa
zakończeniu. Mamy bowiem teraz obowiązek,
aby na przykładach błędów które my sami
popełniliśmy, oraz błędów które popełniły generacje
naszych dziadków, ojców i dzieci, nauczyć
teraz nasze wnuki jak mają ich unikać i jak
powinni zabrać się za ich naprawianie. Aby
zaś wywiązać się z tej naszej ostatniej roli,
nie wolno nam zamykać się w naszym świecie
i zatrzymywać nasze doświadczenia wyłącznie
dla siebie, a mamy obowiązek aby wypowiadać
na głos swoje opinie i wskazywać właściwe
kierunki. Jednym zaś z forów które możemy
używać w tym celu, jest m.in. właśnie niniejsza
strona.
Autorstwo i prawa copyrights dla opisów
z części #D tej strony są zastrzeżone na
rzecz każdej osoby do której nazwiska dane
opisy zostały dołączone. Z kolei autorstwo
i prawa copyrights dla opisów z pozostałych
części tej strony (poza ową częścią #D) są
zastrzeżone na rzecz
dra inż. Jana Pająk -
redagującego całość tej strony.
Odnotuj że narazie niniejsza strona ma
tylko jednego głównego redaktora, którym jest
dr inż. Jan Pająk.
Stąd większość jej tekstu została
przygotowana i jest aktualizowana
właśnie przez niego. Wkład innych
wymienionych tutaj absolwentów
rocznika 1970 skupia się głównie
na sformułowaniu jej części #D.
Dlatego poglądy wyrażone na
tej stronie w częściach innych
niż owa część #D, niekoniecznie
są podzielane przez wszystkich
wymienianych tutaj absolwentów
rocznika 1970. Czyli niektóre
zjawiska i sytuacje komentowane
w innych niż owa #D częściach tej
strony zapewne mogą być przez
część z nich interpretowane na odmienne
od zaprezentowanych tutaj sposobów.
#G4.
Zasady przyjete w zapisie tej strony:
Jak dla wszystkiego co jest nowo-tworzone
w naszym swiecie, podczas sporządzania
tej strony musiałem przyjąć okreslone zasady
jej zapisu. Ponizej postaram sie wiec wyjasnic
jakie te zasady sa:
#1. Aktualne zdjęcia.
Te osoby, dla których dostępne jest juz chocby jedno aktualne zdjecie (tj. wykonane
relatywnie niedawno), w "Menu 1" wyróznione zostaly bialym kolorem liter.
Warto tutaj jednak odnotowac, ze
dawny wyglad wiekszosci z nas uwieczniony zostal na historycznych juz zdjeciach
pokazanych na stronie
Nasz Rok
dostepnej poprzez klikniecie w "Menu 1".
#2. Tytuly.
Poniewaz kazdy z nas posiada tytuly "magistra inzyniera",
w wykazach i opisach z tej witryny nie powtarzam juz owych standardowych tytulów.
Jednak dla informacji przytoczylem pelne tytuly dla tych osób z naszego
roku, którym tytulów tych pózniej nieco przybylo - zas ja zdolalem
jakos sie o nich dowiedziec.
#3. Nazwiska panienskie.
Dla kobiet z naszego roku w tekscie uzywam ich
obu nazwisk, podajac w nawiasie nazwisko panienskie (tj. to, które
pamietamy ze studiów). Natomiast w "Menu 1" dla skrótu uzywam jedynie
ich nazwisk panienskich.
#4. Prywatnosc.
Prosze tez odnotowac, ze z uwagi na "Privacy Act" troche sie boje
przytaczac na tej stronie adresów uczestników naszego roku, jesli
nie otrzymalem od nich wyraznego zezwolenia aby ich adresy otwarcie
podac. Jednak w wielu przypadkach ja mam juz te adresy i dla
uczetników naszego roku w kazdym momencie czasu jestem w stanie
udostepnic adres ich bylych przyjaciol i kolegow z roku. Dlatego
jesli ktos chce otrzymac czyjs adres,
prosze do mnie napisac email, a ja natychmiast go przysle. Nalezy
jednak odnotowac, ze ów adres podaje ponizej we wszystkich tych wypadkach,
kiedy jest on jedynym kontaktem jakim dysponuje do danego absolwenta
naszego roku. Natomiast numery telefonu i emaile przytaczam bez ograniczen,
poniewaz ich otwarte udostepnianie kontunuuje tradycje ksiazek telefonicznych
i list adresowych, stad praktycznie nie narusza zbytnio niczyjej
prywatnosci.
#G5.
Polskie literki:
W tekście tej strony starałem się używać polskich literek.
Szybko jednak odnotowałem, że nie każdy serwer poprawnie
koduje i przesyla owe litery (np. serwer
www.nrg.to
deformuje polskie litery i uniemożliwia ich odtworzenie nawet
na poprawnie nastawionych komputerach z Polski jakie używają
systemu operacyjnego "Windows XP"). Ponadto komputery zdają
się wyświetlać poprawnie polskie literki tylko jeśli albo
używają systemu operacyjnego "Windows XP", lub jeśli ich
Internet Explorer został na nie ustawiony. (Aby ustawić
swoją przeglądarkę "Internet Explorer" na poprawne odczytywanie
polskich liter, trzeba kliknąć na pozycję w jej menu oznaczoną "Widok"
(po angielsku "View"), zaś potem na opcję oznaczoną "Kodowanie"
(po angielsku "Encoding"). Kiedy zaś otworzy się submenu "Dalsze"
("More") z odmiennymi alfabetami, wybrać trzeba i włączyć kliknięciem
alfabet oznaczony "Srodkowoeuropejski (Windows)" (po angielsku
"Central European (Windows)").) Gdyby jednak i takie ustawianie nie
pomogło, wówczas na wszelki wypadek informuję, że jeśli u kogoś
w miejscu literek na ekranie pojawiają się jakieś dziwne znaczki,
to zapewne oznacza, że jego komputer nie wyświetla prawidłowo
polskich literek. W takim przypadku dobrze jest wiedzieć,
że wyświetlane znaczki oznaczają co następuje:
"ą" = "a" z ogonkiem, "Ą" = "A" z ogonkiem,
"ć" = "c" z kreską, "Ć" = "C" z kreską,
"ę" = "e" z ogonkiem, "Ę" = "E" z ogonkiem,
"ł" = "l" przekreślone, "Ł" = "L" przekreślone,
"ń" = "n" z kreską, "Ń" = "N" z kreską,
"ó" = "o" z kreską, "Ó" = "O" z kreską,
"ś" = "s" z kreską, "Ś" = "S" z kreską,
"ź" = "z" z kreską, "Ź" = "Z" z kreską,
"ż" = "z" z kropką, "Ż" = "Z" z kropką.
Oto wykaz polskich literek
jakie mogą wystąpić w moich tekstach:
ą ć ę ł ń ó ś ź ż (małe polskie literki)
a c e l n o s z z (łacińskie i angielskie odpowiedniki małych polskich literek)
Ą Ć Ę Ł Ń Ó Ś Ź Ż (duże polskie litery)
A C E L N O S X Z (łacińskie i angielskie odpowiedniki dużych polskich liter).
Powinienem tutaj dodać, że po
odnotowaniu mizernych efektów moich eksperymentów z użyciem polskich
literek, wcale teraz się nie spieszę z przeredagowaniem na polskie literki tej
części totaliztycznych stron które oryginalnie pisane były alfabetem angielskim
(łacińskim).
#G6.
Osobista kopia tej strony trzymana we własnym komputerze:
Jesli ktos zechece czesto zagladac
do niniejszej witryny internetowej, wowczas dobrze jest skopiowac ja cala
do swojego wlasnego komputera. Wszakze w przypadku posiadania takiej
prywatnej kopii tej witryny, nie jest sie juz zaleznym od dostepu do internetu
w przypadku kazdej checi ponownego zagladniecia do tej strony lub ogladniecia
ktorejs z pokazanych na niej ilustracji. Nie jest tez juz wowczas konieczne
znoszenie owego potopu najrozniejszych banerow reklamowych, jakimi strony
internetowe utrzymywane na darmowych serwerach sa nieustannie zalewane.
Na przekor ze z pozoru moze ono wydawac sie trudne, faktycznie sporzadzanie
takiej wlasnej repliki niniejszej witryny internetowej jest relatywnie proste.
Dla tych wiec ktorzy zechca sporzadzic sobie taka replike w swoim wlasnym
komputerze, niniejszym opisuje krok po kroku, jak tego dokonac. Oto owa
intrukcja postepowania:
1. Stworzyc nowy folder (zbior) na
dysku twardym "c:". Folder ten bedzie zawieral niniejsza strone (a ewentualnie
takze dowolne inne moje strony). W tym celu wystarczy uruchomic "Windows
Explorer", oraz stworzyc nowy folder na swoim dysku twardym. Dobrze jest
folder ten nazwac w taki sposob, aby wyraznie odroznial sie od innych
typowych folderow z owego dysku twardego, np. nazywajac go "Pajak" (lub "rok").
Folder ten bedzie pozniej uzywany do przechowywania wszystkich tych stron
internetowych z niniejszej witryny, ktore ktos zechce zawsze miec pod reka.
2. Stworzyc nowe pod-foldery (podzbiory)
we wnetrzu foldera "Pajak" (lub "rok"). Owe pod-foldery beda zawieraly poszczegolne
grupy zdjec ukazywanych za posrednictwem niniejszej strony internetowej, a nalezacych
do poszczegolnych kolegow. Generalna zasada tworzenia owych pod-folderow jest, ze
otrzymuja one nazwy zapisane wylacznie malymi literkami lacinskimi, jakie skladaja
sie z nazwiska, kreski podkreslajacej, imienia osoby ktorej zdjecia pod-foldery
te przechowuja (odnotuj ze w nazwach tych pod-folderow nie uzywa sie polskich literek).
Przykladowo, dla przechowywani moich zdjec utworzyc trzeba podfolder pajak_jan,
z kolei dla przechowywania zdjęć Staszka Przeworka utworzyc trzeba pod-folder
nazywajacy sie przeworek_stanislaw. Ponadto utworzyc trzeba kilka "systemowych"
podfolderow, ktore przechowuja wspolne zdjecia. Oto wykaz nazw pod-folderow
(podzbiorow) "systemowych" wykorzystywanych przez niniejsza witryne internetowa:
wroclaw. Zawiera on zdjecia Wroclawia.
pw. Zawiera on zdjecia Politechniki Wroclawskiej.
kwiatki. Zawiera on zdjecia kwiatkow
pokazanych w miejscach gdzie pozniej maja byc wlaczone jakies konkretne zdjecia,
a takze zdjecie "ksiegi uwag".
W celu stworzenia tych pod-folderow wystarczy
uruchomic "Windows Explorer", oraz wygenerowac nim wymagane pod-foldery we wnetrzu
foldera "Pajak".
3. Zachowac kod zrodlowy tej strony
w swoim folderze "Pajak" (lub "rok"). W tym celu trzeba "kliknac prawym przyciskiem"
swojej myszy, kiedy sie wskazuje na jakikolwiek obszar zadrukowany tej strony (np.
wskazuje tutaj). Male menu powinno sie pojawic, ktore ma pozycje "View Source".
Kliknij na ta pozycje, tak ze kod zrodlowy tej strony pojawi sie w edytorze tekstu
nazywanym "Notepad". Kliknij na "File" menu w tym "Notepad" i wybierz opcje "Save As...".
Zachowaj kod zrodlowy ze swojego "Notepad" uzywajac nazwy pliku "index.htm" jako
"File name" tego kodu, zas podajac folder "c:\Pajak" (lub "c:\rok") jako "Save in"
miejsce dla zachowania tego kodu. Odnotuj ze strony wywolywane z niniejszej strony
nalezy zachwywac pod nieco innymi nazwami, mianowicie: "pw.htm" dla strony
Nasz Rok,
"zyciorysy.htm" dla strony
Objaśnienia,
oraz "wroclaw.htm" dla strony
Wrocław.
Aby zachowac tekst przesuwnego "Menu 2", koniecznym jest napierw jego oddzielne
wyswietlenie poprzez napisanie w okienku adresowym browsera (np. "Internet Explorer")
nazwy "menu.htm" dolaczonej do konca aktualnego adresu danej witryny. Dopiero
potem menu to mozna zachowac (w sposob identyczny jek wszystkie strony opisane
powyzej) pod nazwa "menu.htm".
4. Zachowac ilustracje. Kliknij prawym
przyciskiem myszy na kazda ilustracje z tej strony lub ze stron z nia zwiazanych,
potem wybierz opcje "Save Picture As". Ilustracje ze stron z notkami autobiograficznymi
zachowaj w pod-folderze osob jakich zdjecia te dotycza. Natomiast zdjecia kwiatkow
i Wroclawia zachowaj w pod-folderach "kwiatki" oraz "wroclaw".
(Odnotuj ze kazda ilustracja wskazuje u dolu ekranu sub-folder
w jakim musi byc zachowana.)
5. Wyswietlic ta strone w swoim komputerze.
Po zachowaniu tej strony, daje sie ona wyswietlic w dowolnej chwili we wlasnym
komputerze, poprzez zwykle wycelowanie na plik "index.htm" (tj. wycelowanie
na kod zrodlowy tej strony) uzywajac w tym celu "Windows Explorer", oraz nastepne
podwojne klikniecie na owym pliku. (Mozna tez ja wyswietlic poprzez wycelowanie
na nie "Windows Explorer" i przycisniecie klawisza "Enter".) Strony zwiazane z
niniejsza hyperlinkami, mozna wyswietlac albo poprzez klikniecie na owe
hyperlinki kiedy ta strona jest pokazana na ekranie komputera, albo tez poprzez
klikniecie z "Windows Explorer" odpowiednio na "pw.htm", "zyciorysy.htm",
lub "wroclaw.htm".
6. (Warunkowo) pousuwac banery. Darmowe
serwery z jakich ja korzystam, zwykle wprowadzaja kody banerow do kodu zrodlowego
stron jakie na nich sa wystawiane (czesto kody tych banerow zawieraja tez dokuczliwe
bledy jakie staraja sie utrudniac ogladanie owych stron). Jesli benery te kogos
irytuja, wowczas w kodzie zrodlowym zachowanym we wlasnym
komputerze daje sie je pousuwac. Aby powycinac te bannery, nalezy najpierw
zidentyfikowac ich kody (albo przez znalezienie adresu referowanego w owym kodzie
i zaczynajacego sie od "http://...", albo poprzez wypatrzenie komentarza
oznakowujacego poczatek i koniec danego bannera i zwykle zaczynającego sie od
slow "banner insertion ...").
#G7.
Inne strony jakie posiadają związek tematyczny z niniejszą:
Owe inne strony które też posiadają związek tematyczny z niniejszą nasza stroną, to (kliknij na wybraną z nich aby ją odwiedzić):
#G8.
Odnotujmy że strona ta kiedyś była dostępna w internecie pod szeregiem odmiennych adresów, z których jednak ją już wydeletowali:
Aby pomniejszyć swoje koszta, do
udostępniania tej strony używam wyłącznie
darmowych serwerów. Dlatego często
strona ta zostaje z nich wydeletowana.
Dla informacji podaję więc tutaj wykaz
adresów pod którymi niniejsza strona
kiedyś była dostępna, jednak późniejsze
jej testowanie wykazało że obecnie już
jej tam NIE ma. Oto owe adresy:
#G9.
Zapiszmy sobie w swym komputerze adresy pod jakimi można znaleźć egzemplarze tej strony:
Podobnie jak wszystkie inne maszyny,
komputery mają tendencje aby czasami
nawalać - szczególnie kiedy je pilnie
potrzebujemy. Ponadto, strony które ja
wykonuję są wystawiane wyłącznie na
"darmowych serwerach" - tj. wystawiane
w taki sposób, aby za nie mi nie przysyłano
słonych rachunków do płacenia. Dlatego
sporo adresów pod którymi niniejsza strona
była kiedyś wystawiana, z upływem
czasu zostawało wydeletowane. Podczas
najnowszej aktualizacji tej strony (której
data wskazywana jest u góry nad jej "Menu"
a także na samym jej końcu) była ona
ciągle dostępna pod kilkoma następującymi
adresami. Jej główna kopia była dostępna pod adresem:
Aby zawsze mieć pod ręką owe adresy, rekomendowałbym aby sobie je skopiować i potem wkleić do jakiegoś pliku z adresami który trzymamy we własnym komputerze.
* * *
Data założenia tej strony: 12 czerwca 2004 roku.
Data jej najnowszej aktualizacji: 1 lipca 2010 roku.
(Sprawdź pod adresami podanymi powyżej czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)